Zdegustowany est arrivé!

Od czego by tu zacząć? Chyba od przedstawienia się. A więc (choć Pani od polskiego w liceum piętnowała za rozpoczynanie od „A więc”, a po maturze nazwała mnie swoją największą porażką – ale to chyba z sympatii), jestem Sebastian i mam problemy z winem od paru dobrych lat. Myślę jednak, że od mniej więcej półtora roku zaczęło to nabierać nieco bardziej systematycznego charakteru. Parę degustacji, paręset już pewnie przeczytanych artykułów i mała beczułka wina po drodze się przydarzyły.

Nie śmiem się nazywać znawcą – zdecydowanie daleko mi to tego. Znam kilka regionów winiarskich, może nazwę nawet kilka apelacji i winorośle, które się tam uprawia, ale to wszystko. Mam więc nadzieję, że prowadząc ten blog nieco się o winie nauczę, a Wy (o ile będziecie go śledzić) też trochę się o nim dowiecie.

Raczej będę starał się unikać jakichś frywolnych sformułowań, jak fermentacja malolaktyczna (niezłe, co?), bo to psuje całą zabawę z winem. Ja tam wolę myśleć, że za tym cudownym trunkiem kryją się życzliwe wszystkim chochliki, które walczą o nasze dobre samopoczucie, które często sami sobie psujemy zupełnie bezsensownymi rzeczami. A winemakerzy lub winoroby jak kto woli, to ludzie, którzy potrafią te chochliki przywołać.

Tu przypomina mi się historia z tego lata, gdy we Włoszech mój licealny kolega Karol (pozdrawiam), z zawodu technolog żywienia, z zamiłowania fanatyk piwa, tłumaczył mi nad kuflem złocistego trunku: Spójrz, jaka ładna, gęsta piana. A wiesz, skąd się ona bierze? Z maltodekstryny – cukru słodowego. No i cały czar prysł! Na Boga! tu powinno się mówić o tchnieniu piwnych duszków, a nie o procesach chemicznych (dla Pani od chemii pewnie też byłem zawodem – choć może nie tak wielkim, bo nigdy nawet nie rokowałem).

Już wiecie do czego zmierzam? Ze dwa trzy razy w tygodniu będę tu pisał o emocjach związanych z winem, przyjemnymi doznaniami (jak będą nieprzyjemne, też dam znać, żebyście wiedzieli, czego unikać) i będę szukał tej samej radości, jaką znalazłem w glinianej czarce musującego gutturnio w wiejskiej trattorii gdzieś na podparmeńskich wzgórzach. Mam nadzieję, że będziecie towarzyszyć mi w tej wyprawie.
Witaj, przygodo!

1 komentarz

  1. No to do dzieła!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.