W dwie godziny po Hiszpanii

Jak pisałem we wpisie o Honoro Vera,jakiś czas temu skorzystałem z zaproszenia na spotkanie z Jose Conto, pośredniczącym w kontaktach między hiszpańskimi producentami, a polskimi dystrybutorami, które otrzymałem od 6 Win na Stawkach. Te dwie godziny stały się ciekawą i niezwykle smaczną podróżą po winnej mapie Hiszpanii.

Spotkanie prowadził Jose Conto, który na początku lat dziewięćdziesiątych pracował w misji handlowej przy ambasadzie Królestwa Hiszpanii w RP. Dzięki temu bardzo dobrze włada naszą mową, więc cała prezentacja poszła po polsku. Obecnie Jose jest pomostem pomiędzy producentami w Hiszpanii  a dystrybutorami w Polsce.

Już wcześniej dowiedziałem się, że Jose wybierze sam wina, o których będziemy rozmawiać, i muszę przyznać, że wybór był świetny. Dwie godziny, które spędziliśmy razem, to była bardzo ciekawa podróż po różnych zakątków Hiszpanii. Spośród sześciu degustowanych każde trzymało dobry poziom i dawało dużo frajdy.

Na zaostrzenie apetytu podano nam Cavę, czyli hiszpańskie wino musujące, które powstało metodą szampańską, czyli wtórnej fermentacji w butelce. Ponieważ to nie Szampan (czyli wino musujące z Szampanii), to zazwyczaj kosztuje dużo mniej, niż francuski odpowiednik. A jeśli Cava, to oczywiście Katalonia, gdyż miażdżąca większość win o tej nazwie pochodzi z tej wspólnoty autonomicznej. Cavie pewnie poświęcę w przyszłości cały wpis, bo po prostu na to zasługuje. Była to Cava Bohigas Brut, butelkowana we wrześniu tego roku (pamiętajcie, niewiele jest musujących win, które poprawiają się z wiekiem), przez winnicę Bohigas. Z przodkami tej winnicy związana jest smutna historia, gdyż pradziadowie obecnych właścicieli zostali w posiadłości rozstrzelani przez żołnierzy Frontu Ludowego (czyli przeciwników sił konserwatywnych, którym przewodził generał Franco). Po odziedziczeniu posiadłości przez potomków, rodzina kontynuowała wielowiekową tradycję uprawy winorośli. Jednym z owoców tej ciężkiej pracy jest rzeczona Cava Bohigas Brut. Wino powstałe z czterech szczepów – Macabeo, Xarel.lo, Parellada i międzynarodowe Chardonnay. Wino dojrzewa aż 36 miesięcy nad osadem, co sprawia, że bąbelki są bardzo drobne i bardzo przyjemne. W kolorze wino jest złote, połyskliwe z zielonkawymi refleksami na powierzchni. W nosie czuć lekki aromat drożdży (który ja akurat bardzo w winach musujących lubię), mokre kamienie i w tle bardzo delikatne nuty cytrusowe. W ustach miła, drobniutka perlistość i oczywiście ożywcza kwasowość, którą w ryzach trzyma jednak dość wyraźny cukier. Po przełknięciu w ustach pozostaje wyraźny, drożdżowy posmak. Pomyślcie – może warto przed sylwestrem taką nabyć?

Bohigas brutBohigas Brut Cava
Cena: 49 PLN
Ocena: 8/10

Następnie do naszych kieliszków trafiło wino z dosyć głośnego ostatnio regionu Rias Baixas, położonego w północno-zachodniej części Hiszpanii. Jest to trudny region – zimny i mokry, ale produkuje fajne wina. Wiele winnic korzysta z techniki uprawy na pergolach, to znaczy, że krzaczory rosną w górę i tworzą swoiste tunele, żeby robić w wilgotnym klimacie Rias Baixas przewiew i żeby grona nie gniły i lepiej dojrzewały. Wino dostarczyła winnica La Val. Próbowaliśmy szczepu Albariño, który możecie znać pod nazwą Alvarinho, a ten z niezwykle u nas popularnego w sezonie letnim portugalskiego Vinho Verde. Tymczasem nasze wino to 100% tego szczepu, fermentujące i dojrzewające w stalowych kadziach. W oku wino jest złoto-zielone, połyskliwe i rześkie. W nosie zaś czuć lekką ścierkę , ale też zielone jabłka, lekką brzoskwinię i to wszystko lekko skropione cytrusami. W ustach czuć wyraźną, oleistą strukturę a owocu jest w sumie niewiele. Kwasowość jest wyraźnie zaznaczona. Wszystkie te cechy sprawiają, że to wino podałbym w towarzystwie potraw ze śmietanowymi sosami. Samo raczej nie sprawi Wam dużej radości, co w żadnym wypadku nie znaczy, że jest niedobre. Jest bardzo dobre, ale lepsze z jedzeniem.

La Val albarino

La Val Albariño 2012
Cena: 49 PLN
Ocena: 7,5/10

Trzecie w kolejności było znakomite Honoro Vera, o którym pisałem dwa posty temu.

Oczywiście tu już kontynuowaliśmy przygodę z czerwonymi i przenieśliśmy się do regionu Alicante we wspólnocie autonomicznej Walencja. Głównie uprawia się tam Moscatel z białych i Monastrell z czerwonych. I właśnie ten drugi szczep testowaliśmy Było to wino Passion de Monastrell 2012 z winnicy Sierra NorteMonastrell znacie pod inną nazwą, to jest Mourverdre, która sobie lubi we Francji rosnąć w Dolinie Rodanu i jest składnikiem telekomunikacyjnego cuvée GSM, czyli Grenache, Syrah i Mourvedre. Obecni właściciele to trzecie pokolenie produkujące wino pod tą marką. Przygotowane przez nich wino dojrzewało przez sześć miesięcy w dębowych beczkach typu barrique (czyli 225 litrów) zanim zostało zabutelkowane. W oku, jak to Mourverdre, jest ciemno i intensywnie. W nosie również czuć intensywność; jest lukrecja, są jagody, jeżyny i konfitury, a to wszystko przyprawione szczyptą korzennych przypraw. Usta zaś są zaskakująco zbalansowane, kwasowość jest zdrowa, taniny rześkie i nie dojmujące a struktura jest całkiem pełna.Czuć, że gronom słońca nie brakowało. Do chorizo, do pikantych dań – to wino winno dać radę.

pasion-de monastrell

Passion de Monastrell 2012
Cena
: 47 PLN
Ocena: 8/10

Zgodnie z zasadami degustacji przechodziliśmy do win o coraz intensywniejszym aromacie i smaku. Przedostatnią butelką tego wieczora była Rioja. O tej apelacji pisałem już wcześniej, więc dodamy tylko, że poza Malvasią rosną tam też czerwone szczepy 😉 z Tempranillo na czele. I taki szczep właśnie piliśmy, aczkolwiek nie była to zwykła butelka, była to wersja autorska, czyli taka, w której właściciel daje wolną rękę winemakerowi w dobrze środków, dzięki którym ma osiągnąć założony przez siebie winny cel. Tym winem było Ladron de Guervara Autor. Przez sześć miesięcy wino dojrzewało w beczkach z dębu francuskiego i rosyjskiego. Tak, z rosyjskiego. Sześć miesięcy oznacza, że wino n ho raz pierwszy spotykam się z takim surowcem. Tak więc wino autorskie pełną gębą. Kolor ma bardzo intensywny i głęboki z wpadający z lekka we fiolet. Bardzo elegancko ale i żywiołowo zarazem. Nos to już prawdziwa moc – skóra, wędzone śliwki, korzenie a nad tym wszystkim aromat pasty do butów (czarnej). I nie krzywcie się – to wszystko naprawdę tworzyło spójną całość, zachęcającą do zaczerpnięcia z czasy. W ustach dominują taniny, całkiem potężne, jak na 6 miesięcy w beczce, ale nie wysuszające. Jednak to młode wino, więc owocowość w ustach pozostała. Pewnie zaraz mnie obskoczą zwolennicy gender i feministki, ale dla mnie to bardzo męskie wino. Takie, że tylko pół kilo steka jest w stanie sobie z nim poradzić. Jak ktoś lubi taką intensywność, niech bierze, mnie smakowało jak diabli.

baron-ladron-de-guevara-autor

Ladron de Guervara Autor
Cena: 
55 PLN
Ocena: 9/10

Wraz z ostanią butelką Jose zabrał na do Kastylii i Leonu do prowincji Zamora, która to leży w zachodniej części wspólnoty. To tam rosną stare, 80-letnie krzewy tempranillo, które zrodziły owoc zamknięty w tym naczyniu. Co ciekawe, jest to wino o apelacji Vino de la Tierra de Castilla Y Leon, czyli najprostszej niby, choć bezapelacyjnie było to dla mnie wino wieczoru. Prawdziwy, wygrzany w słońcu mocarz w pięknej szacie. Było to Tridente Tempranillo 2012, produkowane przez winnicę należącą do konsorcjum Juan Gil. Już pierwszy rzut oka na to, co znajduje się w kieliszku, widać, że nie będzie tu kompromisów – wino ciemne, niemal jak czarna dziura w czarze. Po zakręceniu – piękne stróżki, wszak wino ma aż 16! procent alkoholu. Co ciekawe, w nosie raczej go nie odnalazłem. Za to poczuć można nuty skórzane, wanilię, wędzoną suszoną śliwkę oraz powidła wieloowocowe. Bardzo solidnie i bardzo konkretnie. No i przyjemnie. Nos zapowiada to, co poczują język i podniebienie, a tam mamy kawę pomieszaną z gorzką czekoladą. Ponieważ wino dojrzewało 15 miesięcy w beczkach dębowych i jest to Tempranillo, wiadomo, że musi być garbnikowo. I jest, ale są to taniny wysuszające czy przykre – raczej takie, które wołają o T-bone’a albo solidny kawał dziczyzny.

Tridente-Tempranillo_2012

 

Tridente Tempranillo 2012
Cena:
77 PLN
Ocena: 9/10.

Wybrane prze Jose etykiety były przemyślane i każda była charakterystyczna – na pewno zapadały w pamięć. Mieliśmy wszystko, z czego Hiszpania słynie – od Albarino przez owocową Garnachę po beczkowe Tempranillo. Niby tylko dwie godziny, a kraj zwiedziliśmy wszerz i wzdłuż. Dziękuję 6Win za zaproszenie.

Dodaj komentarz