Włoski dowód na istnienie terroir – kredowa Vernaccia

Ludzie, którzy nie piją wina, albo robią to okazjonalnie, bardzo często szydzą z „południowych zboczy” czy „ilastych gleb”. Dla nich wino jest sfermentowanym sokiem z winogron i tyle. Ja też do niedawana uważałem zachwyty nad ziemią, na której rosną grona, nie może mieć wpływu na smak wina. Grona – oczywiście, metoda winifikacji – jak najbardziej, aura w danym roku – bez dwóch znań. Ale nie gleba. Z czasem oczywiście zmieniłem zdanie. A teraz mam przed sobą wino, które jest bardzo wyraźnym, wręcz krzyczącym potwierdzeniem jej wpływu na smak wina.

Wino kupiłem sobie będąc w Italii, w bardzo szczególnym miejscu w tym kraju. Dla mnie to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, w jakich byłem – San Gimignano. Średniowieczne, a domysły historyków mówią, że początki jego mogą sięgać czasów etruskich, miasto, zwane Manhattanem średniowiecza (choć powinno być na odwrót – to Manhattan jest współczesnym San Gimignano). Przydomek te wynika z faktu, że średniowieczne, bogate rody budowały wysokie wieże, po pierwsze w celach reprezentacyjnych, po drugie obronnych. Do dnia dzisiejszego zostało ich czternaście (rzekomo było ich 72) a najwyższe z istniejących sięgają 54 metrów. DSCF1480

Spacerując po tym cudownym mieście, w którym pełno jest sklepów z winem, nabyłem znaną na cały świat Vernaccię di San Gimignano – winny symbol grodu. Wybór był dość przypadkowy – spośród wielu flaszek wybrałem tę o dość skromnej etykiecie. Wiecie jak to mówią – orły są szare. Za butelkę zapłaciłem chyba 9 euro, więc w Polsce flaszka kosztowałaby jakieś 70 złotych – sporo. Ale tam to cena umiarkowana i ze wszech miar akceptowalna.

Anyłej. Nabyłem flaszę, przebyła ona ze mną jakieś 1700 km i poźnojesiennym wieczorem stała się dla mnie widokówką z przyjemniejszego miejsca, ze słonecznego wzgórza, gdzie nie irytowała mnie nawet nadreprezentacja turystów z całego świata. Są takie miejsca na ziemi, że nic nie jest w stanie przeszkodzić w delektowaniu się ich pięknem. To jest jedno z nich.

A zawartość butelki jest zaiste miłym suwenirem. Tenuta le Calcinaie leży jakieś trzy kilosy od centrum San Gimignano. Winnica wzięła nazwę od wapiennych gleb, na których rosną winne grona. Wino produkowane jest przez Simone Santinieg0, który pierwsze krzewy zasadził w 1986 a wino wypędził z nich siedem lat później. Od 1995 roku produkuje wino według zasad bio – żadnej miedzi i siarki i tylko naturalne nawozy. Od 2001 roku winnica zyskała biologiczne certyfikaty.

Butelka, którą z przywiozłem z wojaży, była swoistym remedium na późnojesienną chandrę.  Czując nagłą potrzebę poprawienia sobie nastroju (wiecie, jakie są wczesne grudnie w wielkich miastach), otworzyłem butelkę i wlałem nieco słońca w swoje zatłuszczone i stęchniałe żyły. I było miło i zdecydowanie warto. I było to konkretne, jasne i solidne doświadczenie terroir.

vernaccia_Le Calcinaie

Winne grona rosną tam na wapieniu. Stąd nazwa winnicy – Tenuta Le Calcinaie – Wapienna posiadłość. I wino stamtąd takie jest. Przynajmniej to, które ja piłem.

Vernaciccia di San Gimignano Tenuta Le Calcinaie to dziecko wapiennych, niemal kredowych ziem. Złote, lekko połyskliwe wino pachnie niczym brzoskwinia posypana delikatną warstwą kredy (to prawda!). Jest owoc, ale skryty lekką, kredową warstwą. W smaku podobnie – jest kwasowo, jest rześko, ale jednocześnie jest gęsto i jakby sucho. I zdecydowanie czuć zielony orzech włoski. Nie ma bata – winne krzaki rosły na kredzie. Wino jest fajne, całkiem masywne, ale nie chodzi tu o oleistość, raczej o zdecydowaną mineralność i opór, który stawia płyn a ustnej jamie – absolutnie warte zapamiętania. Jak na białe, niebeczkowane wino, ta butelka swoje waży. Nie jest to wino wielkie, ale cieszę się, że je wypiłem, Jeśli kiedyś będziecie w San Gimignano, to możecie je przytulić – na pewno będzie fajnie.

Vernaccia di San Gimignano Tenuta La Calcinaie DOCG 2013
Cena: 9 euro
Kupione w: sklepie w San Gimignano
Ocena: 8/10

 

1 komentarz

  1. Też niedawno otworzyłem przywiezioną Vernaccię. Taką zwykłą za kilka euro, jakich pełno w San Gimignano. Smakowała bardziej niż dziesiątki rieslingów (pewnie mi się za to dostanie :D) czy chardonnayów w podobnej cenie. Piękny dojrzały owoc, pełno słońca i to elettrico na języku 😀 Szkoda że nie przywiozłem więcej. Na rozkorkowanie czeka jeszcze tylko jedna butelka…

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.