Marina Alta – najprawdopodobniej najpopularniejszy moscatel w Hiszpanii

Jakoś tak się stało, że nie przypominam sobie, żebym pił w życiu jakieś dobre muszkaty więcej niż trzy razy. Oczywiście, poza tymi, użytymi w słodkim Tokaju. Jak piłem wytrawne, to zazwyczaj już uleciał z nich aromat. Jak piłem onegdaj w ciemno (pozdro Gab), to była bida z nędzą. Przypominam sobie zupełnie niezłe bąble z Jacob’s Creek (o zgrozo) i to wszystko. Do teraz.

Teraz na warsztat wziąłem smukłą flaszkę, którą nabyłem przy okazji zakupu Porto na Winne WtorkiInformacja o butelce głosiła – najpopularniejsze białe wino w Hiszpanii w 2010 roku i „Prawdopodobnie najlepszy wytrawny Moscatel w Hiszpanii” (prawdopodobnie – skąd ja to znam?). Pomyślałem sobie, że mieszkańcy Iberii jednak mają ciut lepsze, a na pewno lepiej opite, kubki smakowe, niż przeciętny Lach, więc wino nie może być złe. Co najwyżej będzie przeciętne. Ale jaka właściwie jest Marina Alta?

Smukła, zielona butelka śmiała się do mnie białą etykietą z magicznym napisem 2014 (wino kupiłem tuż po Bożym Nardodzeniu, a skonsumowałem w Sylwestra). A pamiętając słowa Gabora Weinera, czym prędzej ściągnąłem ją z półki. Wszak muszkat im świeższy, tym lepszy. A tu miałem rocznik bieżący, pewnie ze dwa-trzy tygodnie wcześniej zabutelkowany. Bomba!

Marina_Alta_Blanco

W Sylwestra odkorkowałem moją Marinę Altę Gran Selecion, od wielkiej spółdzielni BOCOPA (4 tys. hektarów, 1,8 tys. zrzeszonych winogrodników) i było dobrze. Efekt fermentacji Muskata Aleksandyjskiego w kieliszku był słomkowo-złoty, z wyraźnymi refleksami. Nos to przede wszystkim kwiaty, dojrzałe, żółte winogrona, troszkę melona oraz limonka. Taka owocowo-kwiatowa sałatka. Bardzo przyjemne – paniom się podobało. Mnie też. W ustach zaś słodycz aromatów ustępuje ładnej, zrównoważonej kwasowości. Cukier resztkowy jest dość dobrze wyczuwalny i sprawia wrażenie, jakby wino było z pogranicza wytrawnego i półwytrawnego. Ciężko przypisać ze 100% pewnością do konkretnej kategorii. Wino jest rześkie, kończy się delikatną goryczką, ale nie pozostaje na długo w ustach. Dlatego trzeba sięgnąć po kolejny kieliszek!

Wino określiłbym mianem „fajne”. Będzie pewnie pasować większości – od zaawansowanych po niedzielnych pijaków. Polecam, zwłaszcza, że najnowszy rocznik jest rzetelnie wyceniony na 35 plnów bez grosza (ja nabyłem w promocji za 26 –  a to już okazja). Najpewniej nada się do dań kuchni dalekowschodniej, gdzie dodany jest imbir czy trawa cytrynowa. Powinno być dobrze.

Marina Alta Gran Selection 2014
Cena: 25,99 
Kupione w: Alkohole Winoteka
Ocena: 8/10

 

14 komentarzy

  1. O jakim rzetelnym wycenieniu rozmawiamy. To wino w sklepie spółdzielni kosztuje 1,99 euro
    Miałem okazję odwiedzić spółdzielców z Alicante

    1. O takim, że wcześniej u innych dystrybutorów kosztowało w granicach 45 plnów. I doprawdy, dość mam jałowych rozmów o cenach – dopóki będziemy pić 5,5 litra na twarz, to takie będą. Sądzę, że jak zdwoimy spożycie to cena spadnie dość znacznie (choć ta w obliczu faktów przez Ciebie przytoczonych, jest zdecydowanie za duża – w biedrze albo w Lidlu byłoby pewnie za 15 plnów max). Swoją drogą wino za 26 złotych smakowało mi bardzo i gdybym nie znał ceny, którą podałeś, uznałbym tę polską za wszech miar uzasadnioną.

    2. Tam sobie może kosztować ~9zł. Mieszkamy w Polsce i kupujemy wina w Polsce.

      1. Tylko tam 2 euro to nawet nie 15 minut pracy a u nas 26 zł to 3 godziny. Dlatego pijemy ile pijemy

        1. Nie, pijemy ile pijemy, bo mamy inną kulturę picia i inne trunki popijamy globalnie. Nie można patrzeć na to w oderwaniu o rzeczywistości ekonomicznej, wielkości rynku itd. Idąc zaś tym torem myślenia, rozumiem, że idealnym rozwiązaniem byłaby kupno wina po cenie takiej samej, albo max. 20% większej, jak w kraju produkcji. Sorki, też bym chciał, ale nie da się tego zrobić. I tyle. Rachunek ekonomiczny. Biznes, nie roszczenia.

          1. A dyskonty to potrafią

          2. Zdegustowany says:

            Ale co importują? Robią tak, bo się opierają na wysokonakładowych, średnich bądź kiepskich produktach. A te wyosokiej klasy są i tak poza zasięgiem czy zainteresowaniem ich klientów. Piłem z włoskiej oferty biedry 7 win. 3 z nich wylądowały w zlewie, dwa były mocno przeciętne i dwa całkiem smaczne. Słaba jakość.
            Zastanawia mnie też, dlaczego nie piszesz przy ocenach win na swoim blogu (szczególnie tych nadesłanych przez importerów), że wino dobre, ale za połowę ceny zgarniecie je w kraju produkcji i nie warto wspierać zdzierców, skoro tak ten temat Cię boli.

          3. Zdegustowany says:

            Pamiętaj jednakowoż, że w dyskoncie masz kilkaset jeśli nie kilka tysięcy produktów, często o bardzo wysokiej marży. Dzięki temu są w stanie dać tak niskie ceny.

          4. To zastanówmy sie co jest lepszym kiepski wybór win z dyskoncie czy brak dostępu do win. Bo wina za 99 zł a takie lubi mały import są zwyczajnie niedostępne, tak jak Porche którego salon budują 1000 metrów ode mnie

          5. Zdegustowany says:

            Nie mówię o zamknięciu działu winnego w dyskontach. Po prostu nie pieję nad nimi z zachwytu, chyba, że trafi się coś przyzwoitego – a dowodów tu jest kilka. Dyskonty to kolejny element rynku winnego w Polsce i tyle. Dominujący, z zaletami, z wadami i tyle. Ani się nie obrażam ani specjalnie nimi podniecam. I doprawdy, próbowałem liczyć wszystko z excelem i niestety, mali muszą mieć spore narzuty, żeby móc dostarczyć Tobie i mnie wina, które robią robotę.

    3. Nigdy nie widziałam tego wina w takiej cenie, a mieszkam w Hiszpanii 15 lat. To wino kosztuje ok 5€

  2. Nie tylko skala sprzedaży jest problemem, im dłużnej oglądam polski rynek importu wina tym bardziej powodu masakrycznych cen szukam gdzie indziej. Po pierwsze w rozdrobnieniu importu, a co za tym idzie w dużych kosztach stałych per importer. Co jest o tyle dziwne, ze kto jak kto ale kupcy winni powinni nieźle znać i rozumieć słowo kooperatywa. Czy słyszałeś o jakiejś wspólnej akcji 20-50 niezależnych importerów ? Może wtedy mogli by konkurować z Lidlami, Biedronkami itd.
    Jak będą działali na zasadzie każdy sobie to ich sieci wyduszą.

    1. Owszem, to może być rozwiązanie. Natomiast dziwi mnie, że taka Ambra, chyba największy importer w Polsce, ma przy swoim wolumenie tak wyoskie ceny (proporcjonalnie dużo większe, niż mali importerzy). Pozosaje też kwestia następująca – czy mali imporetrzy chcą konkurowac z Lidlem czy Biedronką. Wydaje mi się, że nie. Bo o ile w dyskonatch na pierwszym, drugim i dzisiątym miejscu jest rachunek ekonomiczny, to wśród importerów mniejszych na drugim miejscu jest już jakaś tam pasja.

Dodaj komentarz