5 najlepszych win z nowozelandzkiej degustacji według Zdegustowanego

Jakiś czas temu Ambasada Nowej Zelandii wespół z Winicjatywą zorganizowała prezentację win z Nowej Zelandii. Mimo że ProWein skończył się zaledwie dwa dni wcześniej, to niewielka grupka przedstawicieli producentów pofatygowała się do Polski. Znaczna większość wystawionych win to te już dostępne na naszym rynku. Poniżej moje podsumowanie imprezy w Sky Clubie w Warszawie.

Nowa Zelandia to kraina Sauvignon Blanc i Pinot Noir płynąca. Doskonałe warunki klimatyczne pozwalają na naprawdę przyzwoitą produkcję, również na skalę masową, moich dwóch ulubionych szczepów. I te zdecydowanie przeważały, choć była możliwość skosztowania i Syrah, i Pinot Gris czy Rieslinga albo Merlota.

W pięknych okolicznościach widokowych (21 piętro) i nieco mniej termicznych (zbyt mało wydajna klimatyzacja) przyszło się gościom zmierzyć z około setką butelek wina. Muszę przyznać, że nie trafiłem na wina bardzo złe – najgorsze, jakie piłem, oceniłem na 7,5, więc bez bólu. Ale nie będę tu pisał o wszystkich butelkach, bo nie ma na to czasu. Wina będę oceniał w od najniższej do najwyższej pozycji na moim pięciomiejscowym  podium.

Miejsce 5. Tinpot Hut Syrah 2009 – co jak co, ale Syrah nie jest najbardziej typowym szczepem kraju Hobbitów. A tu zaskoczenie – sześcioletnie już wino intensywne aromatami czarnych owoców i pieprzu i gotującej się konfitury z porzeczki, jagód i wiśni.W ustach krągłość – taniny, kwasowość i owoc na miejscu. Nie jest to bardzo ciężki zawodnik, ale wino bardzo przyjemne i poważne. Sądzę, że jeszcze parę lat spokojnie w butelce wytrzyma. Importer Wine Avenue. Sugerowana cena detaliczna – 97 PLN. Ocena: 9/10.Tinpot_Syrah_2009Miejsce 4. Tinpot Hut Sauvignon Blanc – wino podane na egzaminie Master of Wine w 2014 roku. To już chyba niezłe wyróżnienie. Ponoć lubi je podawać u siebie Gordon Ramsay. Rekomendacje jak widać zacne. A wino? W aromatach intensywne, ziołowe i mineralne. Do tego oczywiście limonka, skórka cytryny i agrest. W ustach gęste jak na świeże SB, zrównoważone jak owczarek niemiecki na środkach uspokajających, kwasowość komponuje się w sposób wprost wspaniały a finisz jest długi jak diabli. Ten sam i importer, co powyżej, cena na półce 69 PLN. Ocena – 9/10.

TinpotHut_Sauvignon_BlancNr 3 Wairau River Reserve Sauvignon Blanc 2013. Wino gęste, przyjemne w nosie. Intensywnie  pachnie świeżo skoszoną trawą wymieszaną z młodziutkimi liśćmi krzewu czarnej porzeczki. W ustach piękna soczystość – nie ostra i w stylu stali chirurgicznej, ale gęsta, jakby się wgryzało w miąższ kiwi, porzeczki i agrestu jednocześnie żując wiosenną trawę. Pyszne i mam nadzieję, że czym prędzej znajdzie importera w Polsce. Prawdopodobna cena detaliczna w kraju powinna wynosić około 90 PLN. Jak dla mnie 9/10.

Wairau River_Reserve_Sauvignon_BlancNr 2. Greywacke „Wild” Sauvignon Blanc 2012. Cudo. Wino fermentowane na dzikich drożdżach w używanych barriques z francuskiego dębu. Dzięki temu aromaty wybiegają poza standard nowozelandzkiego Sauvignon Blanc. Bo co prawda jest tu dużo ziół, ale też w tle gdzieś kryje się lekka maślaność, trochę suszonych owoców. W ustach gęstość i kompleksowość. Wino jest krągłe, bardzo złożone i pewnie znajdzie się dla niego tysiąc kombinacji kulinarnych. Szparagi? Dobrze przyprawione ryby? Drób i królik? To wszystko powinno się w całkiem ładnie odnaleźć w tym towarzystwie. Importuje Vive Le Vin. Cena na półce – 126 PLN. Ocena Zdegustowanego? 9,5/10.

Greywacke_SB_WildNr 1. Felton Road Bannockburn Pinot Noir 2012. Przy tym winie można klęknąć. Łagodne w aromatach. Bardzo przyjemne nuty i owoców i lekkiej wanilii. W ustach zaś czysta rozkosz maluteńkich, doskonale wypolerowanych tanin. Wino, w którym wszystko jest na swoim miejscu. Lekkie i owocowe a jednocześnie z wyraźnie beczkowymi niuansami. Ale wszystko tworzy tak idealnie harmonijną całość, że nie ma się ochoty pić niczego innego po tym winem. Zdecydowanie najjaśniejsza gwiazda w tej konstelacji supernowych. Spróbujcie choć raz, mimo że cena niemała. Za 239 PLN dostaniecie je w Wines United. Całe 9,5/10 (nawet z plusem) w mojej skromnej skali.

felton-road-pinot-noir-bannockburnNa parę innych win też warto zwrócić uwagę: Felton Road Bannockburn Chardonnay – najlepsze wino z tego szczepu na prezentacji i 6 miejsce w mojej skali (nie zmieściło się, bo jednak moja miłość do SB jest zbyt zaborcza). Bardzo dobry Pinot Noir Reserve z Wairau River. Obie świetnie przystępne etykiety HãHã. Bardzo dobre SB z Tinpot Hunt. Świetne SB Spitfire z Kim Crawford i wspaniałe wina ze Spy Valley i Greywacke. Cała degustacja byłaby fajna, gdyby nie kilka zgrzytów. Po pierwsze upał. W sali było tak gorąco, że wystawcy chłodzili w wodzie z lodem nawet czerwienie. Szkło – sorki, ale degustacja w takim szkle to słabość – następnym razem idę ze swoim. Szczególnie nie przystoi to portalowi, który kpił z kieliszków na kolacji GP Magazynu Wino. Kolejna kwestia – tłok. Mimo, że lokalizacja fajna, to jednak czuć było ograniczoną przestrzeń Sky Clubu. Powodowało to tłok przy stolikach i brak miejsca do odetchnięcia. No i zakończenie – jak w podstawówce. U mnie 17 lat temu nauczyciele kończyli szkolną potańcówkę gasząc światło. Tu było podobnie. Ja wiem, że Ambasada ma swoje prawa, ale przeganianie zaproszonych jak małe brzdące to trochę słaba sprawa. Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej i nic nie będzie stało na przeszkodzenie w delektowaniu się wspaniałymi winami z Nowej Zelandii.

Comments
  1. Daderma | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
      • Daderma | Odpowiedz
  2. Daderma | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *