Toskańskie wina w Warszawie

Oj dzieje się na warszawskim winnym poletku. Najwięcej w kraju, jak wyrzuca nam, słoikom, Irek Wis vel Blurppp. I ma rację, bo zapiernicz taki, że nie ma kiedy taczki załadować. Tym razem kilka słów o wizycie Toskańczyków, którą  miesiąc temu z okładem zorganizował Magazyn Wino.

 

Toskańskie wina z Chianti na czele to jeden z najlepszych towarów eksportowych Italii. Magazyn Wino postanowił zaprosić więc tamtejszych winiarzy do naszego pięknego kraju. Dzień był piękny – chyba pierwszy prawdziwie wiosenny dzień w tym roku a i wina zupełnie nienajgorsze. Niestety nie udało mi się dotrzeć na master class, gdyż wcześniej byłem na winach francuskich, zdążyłem więc tylko na otwartą degustację.  Nie starczyłoby mi czasu na opisanie wszystkich butelek, które tam próbowałem, ale zajmę się tutaj wskazaniem producentów lub konkretnych butelek, na które warto zwrócić uwagę.

Toskańskie wina_Canonica

Do pierwszego stolika zaprowadził mnie Olaf z Powinowatych i była to malutka rodzinna winnica La Canonica, produkująca zaledwie 5-6 tysięcy butelek rocznie. Wszystkie wina stamtąd były naprawdę wspaniałe. Podstawowe (choć u większości łapało by się na środkową półkę jakościową) Terre dell’Asso – Sangiovese 80% i 20% Cabernet Sauvignon po 12  miesiącach beczkowego wywczasu. Solidnie owocowo-dżemowe z likierowymi inkrustacjami. Wino dość agresywne w swojej młodości (2013) ale długie i z charakterem. Noi na szczęście 12,5% alko. To lubię. Później Orfeo – fifty-fifty Sangiovese Caberneta Sauvignon. Tam dużo wiśni i porzeczki, trochę nut stajenkowych ale też fajnie uzupełnionych o dobrej soczystości owoc. Fajne są też taniny – po 15 miesiącach w dębie są całkiem soczyste. No  jak dla mnie opus magnum  – Don Giovanni. Świetne, potężnie likierowe cuvée Sangiovese, Malvasii Nera i Colorino. W nosie lakier, czarne owoc i solidna wiśnia. Taniny są doskonale wypolerowane, nieco pozostające na języku i dające lekko ziemiste odczucie. Doskonałe!

Świetne wrażenie zrobiły na mnie wina z winnicy Crociani – dostępne u importera Winne Pola. Szczególnie zapadło mi w pamięć Vino Nobile di Montepulciano Riserva 2010. Wino o aromacie fiołków, olejku różanego, pełne owocu i gładkich tanin. Wino kompletne, o mocarnej konstrukcji a mimo to zaskakująco soczyste i delikatne. Nie piłem wszystkich win tego dnia, ale ze wszystkich skosztowanych było ono dla mnie najlepsze. Zdaje się też, że jego cena nie jest wygórowana (chyba w okolicach stówki). Nie jest bardzo tanio ale zdecydowanie warto za te doznania. W mojej skali zdecydowane 9,5/10. Wino totalne.

Obok Crociani było stanowisko winnicy Cavalierino, która nie dość, że jest biodynamiczna, to jeszcze produkuje wina naturalistyczne. O ile biodynamika wydaje mi się w miarę sensowna (poza pewnymi hokusami-pokusami, o których więcej przeczytacie w artykule Sławomira Chrzczonowicza), to naturalizm często jest wymówką dla producentów kiepskich win. Tutaj na szczęście się udało (a może to kunszt enologa). W zasadzie każde z prezentowanych win było dobre. Nieco odstawało Oro Rosso, ale zarówno Chianti Colli Senesi, Vino Nobile czy Sanlor miały świetny owoc o doskonałą, pełną strukturę przypominającą atrament. Dwa pierwsze nie byłby do odróżnienia między winami konwencjonalnymi. Naprawdę bardzo ciekawe wina i z miłą chęcią zobaczyłbym je w Polsce. Toskańskie wina_Cavalierino

Ale prawdziwą gwiazdą popołudnia była winnica Frank & Serafico. Wszystkie wina od nich były wyjątkowe i zdecydowanie wyróżniały się lekkością i brakiem politury, tak charakterystycznej dla toskańskich win. VR, czyli 100% Vermentino to bardzo mineralne, kamienne wino o świetnej pijalności. Serafico zaś to doskonały przykład wina kulinarnego. Dojrzewające przez 14 miesięcy w akacjowych beczkach Vermentino z 30-letnich krzewów to kremowo-śmietankow-biszkoptowy kawałek wina, które doskonale odnajdzie się w wielu kulinarnych połączeniach. Redola Rosso to świetny kupaż Sangiovese, Merlota, Alicante i Ciliegiolo dojrzewający tylko w betonowych zbiornikach. Świeżość, owoc i zupełny brak pretensji do tego, żeby być wielkim. Świetne w swojej prostocie. Obie odsłony Sangiovese, czyli roczniki 2010 i 2011 to soczystość, smukłość, lekkość i przyjemna owocowość wiśni z lekką pestką. Czołowy Frank to cuvêe bordoskie, czyli Cabernet Franc i Merlot. 18 miesięcy w beczce nie zrobiło z tego wina przysadzistego mistrza sumo, a raczej sprawnego boksera wagi cruiser. Jest owoc, są nuty warzywne, ale nie przytłaczają.  Ostatnie trzy wina mają ode mnie 9/10.

Toskańskie wina_la chimera dalbegna

Bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie niewielka winnica La Chimera D’Albegna. Zaczęli z wysokiego C, czyli Suley, białego wina z Sangiovese i Syrah. Piliście kiedyś coś takiego? Bo ja do tej pory nigdy. Niezła ta ciekawostka – ze stłumionymi aromatami Sangiovese w nosie i wysoką, ostrą kwasowością. Na aperitif i do owoców morza jak znalazł. Raffaello to blend Sangiovese i Cabernet Sauvignon przyjmnie łączy świeżą wiśnię z suszonymi owocami. Wino stosunkowo lekkie, z kategorii poważnych. Merlot był bardzo kwasowy i tu zaskoczenie. Mimo typowej, gładkiej struktury kwasowość ta była mocna i sądzę, że może pociągnąć to wino na drodze do dobrego starzenia. Caletra, czyli Sangiovese  z Cabem Sauvignon to kawał bardzo eleganckiego, dobrze poukładanego wina. 15 miesięcy w beczkach zrobiło winu bardzo dobrze: wygładziło je, wypolerowało i ułożyło wszystkie smaki w jedną owocową symfonię. Zdecydowanie najlepsze wino na stoisku.

Teraz podzielę się moim małym odkryciem. Malutka winnica Fattoria Camporignano, która przedstawiła cztery wina. Proste i smaczne Camporignano, bezpretensjonalne, soczyste wino codzienne z Merlota i Sangiovese. Merlot daje aksamitność, drugi szczep – fajną kwasowość i strukturę. Naprawdę smacznie. Później było Chianti DOC, czyli podstawa podstawy. Wino skupiające się tylko na owocu – soczystej wiśni nieskalanej żadną beczką. Jako miłośnika win o owocowym charakterze, to urzekło mnie w sposób niezwykły. Czysta przyjemność i brak nadęcia. Proste, ale zdecydowanie nie ordynarne. Słoneczne i nie przesadzone. Piękne w swojej owocowej pełni i ogólnym umiarkowaniu. Mattaione to 100 Sangiovese, starzone przez 12 miesięcy w wielkich 2500-litrowych beczkach z francuskiego dębu. W nosie ciemne owoce, słodkie wiśnie wymieszane z czereśnią i z lekka posypane gorzką czekoladą.Nad tym wszystkim unosiła się słodycz letnich owoców. W ustach zaś wiśnie, pieprz, sprężysta kwasowość i superprzyjemny wiśniowy finisz pozostający w ustach jak wspomnienie lata. Świetne wino. Ostatnie było Cerronero, czyli 100% Merlota trzymanego w beczce przez 24 miesiące. Wino jeszcze za młode, dopiero czteroletnie, ale zdecydowanie z potencjałem do dojrzewania. Taniny już są gładkie, ale jeszcze wysuszające, a potężna struktura i wysoki alkohol dają nadzieję na co najmniej 10 lat leżakowania. W nosie wędzona śliwka i korzenne przyprawy, usta to pełnia i znowu dobry owoc. Bardzo podoba mi się to, że Valentino Ciarla zrobił wina, w których można odczytać jedną wspólną myśl, a tą myślą jest owoc. Na tle likierowych toskańczyków to miła odmiana. Toskańskie wina_Camporignano

Toskańskie wina cieszą się zasłużoną popularnością. Są bardzo charakterystyczne i ciężko pomylić je z winami z innych regionów. A że dużo rodaków odwiedza Italię, to zapotrzebowanie na wakacyjne wspomnienia jest bardzo duże. Udowodniła to ta degustacja, gdzie wśród branżowców przemykali amatorzy Czjanti proszący o półsłodkie winka. Ale to taki urok publicznych degustacji. Dobrze jednak, że ludzie ci przychodzą – dzięki temu uczą się  i poznają inne oblicza wina, w końcu Toskania to nie tylko Chianti. Wielkie brawa dla Magazynu Wino za zorganizowanie degustacji. Co prawda nie było tam największych, ale selekcja była niezwykle ciekawa i prezentowane wina trzymały bardzo wysoki poziom. Szkoda tylko, że wieczór zakończył się tak wcześnie i trzeba było wracać z toskańskich wzgórz wprost na szare warszawskie ulice.

3 komentarzy

  1. Osobiście mam zgoła odmienne zdanie o winnicy La Chimera D’Albegna, której stoisko również odwiedziłam podczas rzeczonej degustacji. Nie udało mi się zahaczyć o wszystkich producentów, ale wśród tych których wina próbowałam Chimera wydała mi się tym słabszym.
    Fakt „białe z czerwonego” to fajna ciekawostka- ale ciągle jedynie ciekawostka. Odnoszę wrażenie, że prezentowane było jedynie po to by osiągnąć tak zwany „efekt wow”- czyli efekt zaskoczenia, niespodzianki, który odpalony na początku skutecznie przykuwała uwagę do innych propozycji winnicy. Cóż- czysta zagrywka marketingowa.
    Co do Corsiani- w pełni popieram. Świetne wina!

    Z resztą- z wrażeniami z samej degustacji już zdążyłeś się zapoznać w poście: http://korekdegustuje.blogspot.com/2015/05/tuscany-land-of-wine-rozgoscio-sie-w.html

    Pozdrawiam,
    Katarzyna

    1. Zdegustowany says: Odpowiedz

      Sądzę, że to kwestia gustu. Jak zawsze 🙂

  2. Radosław Sobkowicz says: Odpowiedz

    Ten artykuł ma prawie 4 lata. Opisał Pan tu wina z winnicy La Chimera D’Albegna.
    Przedwczoraj miałem przyjemność uczestniczyć w degustacji win z tej samej winnicy w sklepie Marek Kondrat Wina Wybrane we Wrocławiu.
    Większość uczestników była zgodna, z 5 zaprezentowanych win – wygrał Merlot. I tu zaskoczenie w stosunku do opisu z Pana artykułu. To najwyraźniej już całkiem inne merlot, być może sprawił to rok, pogoda (2016), ale tu już nie ma kwasowości, to pełne i bogate w taniny wino, cierpkie, ale gładkie. Z tego co pamiętam – w ogóle nie zaznało przebywania w beczkach dębowych, to taki eksperyment. Wg mnie – bardzo udany.
    Zdecydowanie godne polecenia i z pewnością zamówię kilka butelek (obecnie dostępne w sklepie MK). Jestem ciekaw pańskiej opinii, gdyby udało się Panu spróbować nowszych roczników.

    Serdecznie pozdrawiam
    Radosław Sobkowicz

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz