Winkolekcja i jej wiosenna degustacja

Niedawno Winkolekcja, jeden z ciekawszych importerów, zaprezentował szerokiemu gronu znaczną część swojej oferty. I mimo, że nie było Sassicai ani Gaji, to ich nieobecność rekompensowała rodzina Lopez de Heredia i kilka innych, bardzo zacnych producentów. Jak zwykle wszystkich butelek nie opiszę, skupię się tylko na wybranych, które najbardziej mnie oczarowały.

 

Winkolekcja cieszy się sporym uznaniem na rodzimym podwórku. Mają w ofercie takich tuzów jak Gaja, R. Lopez de Heredia, Tenuta San Guido czy Chteau Musar. Za import odpowiada tam jeden z najwybitniejszych znawców wina w Polsce, Pan Sławomir Chrzczonowicz – według niektórych najlepszy specjalista od Francji w naszym kraju. Swoim zwyczajem Winkolekcja otworzyła podwoje dla zwykłych zjadaczy chleba (choć kilka znanych z gazet i kolorowych pism osób też się znalazło) i zaprezentowała część portfolio. Jak powiedział Chrzczonowicz – jakąś 1/4 stanu. Było więc w czym wybierać.

Zacząć wypada od gościa specjalnego, czyli winnicy R. Lopez de Heredia, założonej w Riosze w 1877 roku i od tego czasu pozostającej w rękach rodziny. Niestety nie dane mi było wzięcie udziału w master class z winami przez nich tworzonymi, czego żałuję niezmiernie, ale skosztowałem trzech butelek przy stoliku i przyznam, ze było co pić. Na pierwszy rzut poszła Tondonia White Reserva 1999 (!). Wino jabłkowo-utlenione, niesamowicie intrygujące, o przyjemnych aromatach utlenienia, przypominających kompot z owocowego suszu. W ustach doskonała kwasowość, lekka dość struktura (mimo 6! lat starzenia w beczce) i finisz , który trwa i trwa i niemal jeszcze teraz go czuję. Pewnie wino nie dla każdego, ale jeśli ktoś lubi oksydację, to będzie w nim zakochany. Kupaż Viury i Malvasii do wyrwania za 159 PLN, no i całe 9,5/10. Dalej nieco mniej doświadczone przez beczkę Cubillo Crianaza 2006. Cuvée Tempranillo (65%), Garnachy (25) i Mazuelo z Graciano jest jak na Crianzę leciutkie, beczki nie czuć w ogóle a dominuje delikatnie tylko utleniony owoc spod znaku dojrzałej wiśni. Te 9/10 możecie mieć za całkiem niezłą jak na klasę cenę 89 PLNów. Ostatnia w kolejności była Tondonia Red Reserva 2002. Kupaż czterech szczepów(Tempranillo, Garnacha, Mazuelo i Graciano – w innych proporcjach niż Cubillo) także czekał w beczkach przez 6 lat. I tutaj jest zdecydowanie inna jakość – wino niesamowicie aromatyczne z nutami likierowymi i lakierowymi z dobrym towarzystwem tonów soczystych owoców. W ustach taniny tak gładkie, że jedyne skojarzenie, jakie to wino przywodzi mi na myśl, to drewniana poręcz w starym domu, wypolerowaną przez kilka pokoleń. Do tego znajdziecie tam podobne tonacje, jak w białym, czyli przyjemny, herbaciany efekt utlenienia. Wino niezwykłe, takie na 9,5/10 za 159 zł.Winkolekcja_R.Lopez de Hereda

Po oddaniu należnego miejsca winom przez wielu uważanych za legendarne, pora na mniej znane marki, ale doznania zapewniam Was, są fantastyczne. Idąc zgodnie z rytem degustacyjnym przejdę przez musiaki, biele, róże, czerwienie i słodycz.

Jané Ventura Reserva de la Musica Brut Nature Cava DO 2012 – ta świetna Cava nie ma dodanego cukru w przy ponownym dodaniu drożdży, ale wbrew przypuszczeniom nie uraczy Was niemal rosołowymi, słonymi nutami. Tutaj znajdziecie niesamowitą owocowość (limonka i jabłko), soczystość i doskonałe wino do gaszenia pragnienia w letnie piątki, soboty a nawet wtorki. Doskonałe bąble. Normalnie 9/10 za 59 złociszy.

20150507_181920

Wśród białych było dużo bardzo dobrych win, ale co mi po Chardonnay z Toskanii (świetnym), doskonałym (o zgrozo!) Gewürztraminerze z Górnej Adygi, skoro z Sardynii przyjechało świetne Vermentino Giunco 2014. Tutaj mamy niby świeże wino, a tyle w nim ciała, powagi, tłustości, że aż nie chcę się wierzyć, że nie miało to nic wspólnego z drewnem. Giunco ma mega świetny balans pomiędzy swoją oleistą cielistością, mocno zarysowaną kwasowością, cytrusowym owocem i ziołowymi detalami. Niektórzy mówią, że Vermentino to kiszka, że nuda, że słabość – niech spróbuje tego. Kozak! 9/10 za 83 złote.

20150507_201910 (1)Miał być róż? Jest róż. Doskonale niezobowiązujące, niemal niepoważne Chiaretto Bardolino Classico 2013 od Guerrieri Rizzardi. A mimo swej niepowagi, lekkości, truskawkowatości z bitą śmietaną, to wino wywoła uśmiech na twarzy nawet Grumpy Cata®. Jest pysznie, niemal deserowo, ale nadal mamy wino wytrawne i to naprawdę świetne. Jak szukacie czegoś do truskawek z bitą śmietaną (ale z minimalną ilością cukru), pędźcie po tę flaszkę. Jest fajna w sam raz na 8,5/10 za 44,00 złocisza.

Prawdziwym winnym freakiem było natomiast korsykańskie Torracia Rouge 2011 z ekologicznej winnicy Domaine de Torracia. Kupaż czterech szczepów: Nielluciu, Grenache, Sciaccarellu i Syrah. Mimo, że zbiory małe, owoce skoncentrowane, to nie znajdziecie tam typowego ciosu owocowych konfitur. O nie. Tutaj jest jaśniutka suknia w stylu lekkich pinotów, w nosie przyjemne, też jakby nieco pinotowe nuty a w ustach początkowa lekkość i owocowość ulega po chwili bardzo solidnym, pieprznym taninom. Nie są suche i atakują usta dopiero po przełknięciu wina. Doprawdy szokująco dobra i zastanawiająca butelka. Może do kotlecików jagnięcych. 9/10 za 69 złotych. Warto!Winkolekcja_Torracia

Ale prawdziwą gwiazdą było dla mnie Ritme Negre 2013 od winnicy Acústic Celler z Prioratu. Mimo młodego wieku wino kopie złożonością i harmonią. Jest mocne, a nawet potężne, sążniste, kolosalne. Wino atakuje kawą, czekoladą i mocno dojrzałymi owocami. W ustach zaś jest pełne koncentracji, wielkie, gęste i jednocześnie gładkie, poukładane, niemal jak pociągnięta lakierem deska pokładowa. Świetne wino, w mojej skromnej opinii dużo lepsze od przesadzonego (w cenie i dosadności) Plaer z tej samej winiarni. Dla mnie 9,5/10 mimo, że wina preferuję bardziej owocowe. Ritme to okaz wyjątkowy, na pewno świetny kompan do dobrego T-bone’a. No i za tę jakość cena 89 PLN jakoś mniej doskwiera. Pędźcie czem prędzej. Winkolekcja_Ritme

Aby zasadom stała się zadość, pora na deser po całej winnej uczcie. Tutaj zwycięzca mógł być tylko jeden, król słodkich win, czyli Tokaj. Musiał wystarczyć zwykły Szamorodni (o podziale słodkich Tokajów przeczytacie więcej tutaj), ale skoro mówimy o Oremusie, to nie ma wtopy, oj nie. Wino doskonale złożone, miodowo-cytrynowe z lekką nutą utlenienia. Złote łzy powolutku spływają po szkle a usta cieszy wyraźna, ale nie ulepkowata słodycz skutecznie skontrowana mocną kwasowością, typową dla tokajskich słodyczy. Wino genialnie pijalne, nie za ciężkie, nie za lekkie, może to sernika z brzoskwinią? Ten Oremus po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że najlepsze słodkie wina produkują nasi węgierscy bracia. 9/10 za 79 złotych.Winkolekcja_Oremus_Szamorodni

To tylko malutki fragment tego, co Winkolekcja prezentowała tego wieczora. I uwierzcie mi, że musiałem naprawdę się natrudzić, żeby wyselekcjonować te butelki, gdyż było wiele naprawdę dobrych, wręcz niesamowitych flaszek. Bo i Felsina i wytrwany Mandolas od Oremus, no i Alois Lageder – wszystko świetne, smaczne i tego dnia w cenach o 20% niższych. Ja zabrałem ze sobą dwa przeciwległe bieguny czerwieni – Ritme i Torracię. Czekają na jakąś niezgorszą okazję. Może się coś wydarzy.

Dodaj komentarz