Chateauneuf-du-Pape – wino papieży w zapiskach Zdegustowanego cz. 1

Chateauneuf-du-Pape AOC to jedna z najważniejszych apelacji we Francji, gwarantująca moc przeżyć. Ponieważ bardzo lubię wina z Doliny Rodanu, a tam leży Chateauneuf, na mapie wakacyjnych wojaży znalazła się ta mała urokliwa wioska. Zapraszam Was do relacji z mojego pobytu w moim subiektywnym winiarskim raju.

 

Do Chateuaneuf jechaliśmy wprost z Lyonu. Upał był niesamowity – taki jak teraz panuje w Warszawie. Jadąc autostradą A7 obserwowaliśmy, jak krajobraz za oknem zmienia się i nabiera śródziemnomorskich rumieńców – domy budowane z piaskowca, gdzieniegdzie oliwne drzewa i cyprysy. Po nieco ponad dwóch godzinach jazdy zameldowaliśmy się w uroczym B&B na obrzeżach wioski. Lato w pełni, żadnej chmury na niebie, cykady tak głośne, że słychać je przez zamknięte okna i ciągnący od nieodległego już przecież morza wiatr, który dość nieudolnie pomagał wytrwać na słońcu. Ciasne uliczki, gdzie cienia szukali nieliczni jeszcze turyści i fontanna przy głównym placyku powitały nas wczesnym popołudniem.

Kilka kroków od tego placyku, przy ulicy Rue de la République, zawitaliśmy do pierwszego przybytku z winami, małego sklepiku Chevreuil and Co. Nie była to przemyślana decyzja – weszliśmy do pierwszego miejsca, w którym nie było turystów. I był to strzał w dziesiątkę! Sklep, wcześniej pewnie jakiś garaż, nieco mroczny – jedyne źródło światła to słońce wpadające przez wielkie drzwi, zaopatrzony był w kilka etykiet winnicy Jean Royer (niestety, danych nie udało mi się znaleźć – nie jest to ten Jean Royer: http://www.domainejeanroyer.fr/), a ja skosztowałem dwóch z nich. Zacząłem w najgorszy możliwy sposób – od chyba najlepszych win, jakie piłem w ciągu trzech dni. Chateauneuf-du-Pape Terroir 2013 to 100% Grenache. Barwa lekka, wiśniowa, ładnie wysycona. W wielkim kielichu unosiły się pięknie skomponowane aromaty wiśni, malin i pieprzu – niemal czuć było trud, z jakim grona rosną w tych ciężkich warunkach. Usta zaskakująco lekkie, niemal lekko suche, jakby płynny piasek, ale sprawiające wiele przyjemności i pozostawiające tę przyjemność na podniebieniu na długo po przełknięciu wina. Dla mnie 92 punkty, a 2013 to nie był najlepszy rok. Drugie było Chateauneuf-du-Pape Vendanges du Roy 2010. Cuvée powstaje tylko w najlepszych rocznikach, w tej edycji były wszystkie czerwone szczepy dopuszczone w apelacji. Wino potężniejsze, dużo ciemniejsze, aromaty zdecydowane, oparte na wiśni, jagodzie, czereśni i ściółce leśnej. W ustach zaskakująco łagodne, świetnie ułożone, pełne owocu i świeżej kwasowości. Doskonałe wino w bardzo wyrafinowanej formule.95 punktów. Dość ponury Pan, który mnie obsługiwał, zapewnił, że wina nie eksportuje, bo 24 tysiące butelek rocznie sprzedaje na miejscu i w wybranych francuskich restauracjach. Nie było też tanio – pierwsze kosztowało 48 euro za butelkę, drugie 70. Na warunki Chateuneuf to sporo. Ale warto. Jak diabli warto.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Następnie kroki skierowałem w kierunku fontanny, a stamtąd ruszyłem w kierunku dawnego papieskiego zamku. Daleko nie uszedłem, bo kilkadziesiąt kroków ledwie – moje nogi wkroczyły do sklepu Oliviera Hillaire’a. To mały, niezależny producent, posiadający 3 hektary w Chateauneuf-du-Pape i 5 w Cotes du Rhône. Jedna z winnic zlokalizowana jest w lieu dit La Crau i ma skromne 110 lat. W malutkim sklepie podano mi trzy wina. Niestety, nikt nie parlał w inglish, więc informacji musiałem doszukać się z opisów przedstawionych mi w segregatorze. Pierwsze było Cotes du Rhône Vieilles Vignes, z krzewów zaledwie 80-letnich. Wino ładne, eleganckie, z niezłym zębem i fajną strukturą. Wydało mi się jednak nieco za prostackie w odbiorze, ale to, co czekało mnie później, to naprawdę wielkie rzeczy. 2013 Chateauneuf-du-Pape – wino w podstawowej wersji to piękny klasyczny kupaż Grenache, Syrah, Mourverdre i Cinsault powitał aromatami butwiejących liści, lekko wędzonej śliwki, dymu i leśnej ściółki. W ustach zaś mocna struktura i przyjemny waniliowo-wiśniowy smak i owocowa kwasowość. Wino bardzo ładnie zrównoważone o bardzo długim finiszu. Punktów 90 mimo nienajlepszego rocznika. Ale to, co zerwało mi kapelutek z grzywy, to Chateuneuf-fu-Pape Cuvée Les Petits Pieds d’Armand 2013 – 12 miesięcy dużej beczki (600 l) i 100% Grenache z ponad stuletnich krzewów, co oznacza niezwykle małe zbiory 25-28 hektolitrów z hektara. Znad małego kieliszka bucha dym, śliwa, wiśnia a na to wszytko hojnie posypany czarny pieprz – ależ wspaniała kompozycja. Na podniebieniu potężne, skoncentrowane i sprężyste ciało. Taniny, mimo młodego wieku, ułożone nienagannie, kwasowość przyjemnie prężąca się w ustach i nieco palący alkohol. Wino o bardzo fajnej mocy, muskuły pręży ale też zachowuje podstawowe cechy elegancji – pewnie z wiekiem się wyrobi. Bardzo dobre. Daję 92 punkty i pamiętajcie, że to słabawy rok 2013 a wino młodziutkie.

Chateauneuf-du-Pape - winoOstatnim producentem, którego odwiedziłem tego dnia, był Domaine Durieu  – rodzinna winnica, powstała w wyniku mariażu dziadków obecnych właścicieli. Posiadają winnice w apelacjach Cotes-du-Rhône, Plan de Dieu, Ventoux i oczywiście Chateauneuf du Pape. Dziadek wprowadził do rodziny pierwsze trzy, babka – ostatnią. Lokal ładny, przestronny, nowoczesny, widać, że producent zainwestował w wizerunek. Tam przeszedłem przez całą paletę, od lekkiego i aromatycznego różu Cotes-du-Rhône, przez biel z tej apelacji  – całkiem solidną, zdaje się, że znad osadu, a czerwienie zacząłem od raczej anonimowej od przyjemnego, lekkiego i mocno owocowego Ventoux. Dalej był Cotes-du-Rhône – aż 15% nieco wystającego alkoholu, sporo czarnych owoców, ziół i dymu; zaskakująco dobry finisz. Przyjemnym zaskoczeniem było Plan de Dieu– zrazu lekko warzywne, ale po chwili kręcenia w szkle obudziła się leśna malina, otworzył oko biały pieprz. Usta bardziej w kierunku jagód, jeżyn i ożywczej kwasowości.  Dalej było Plan de Dieu Cuvée Henri Durieu 2012 (nazwa na cześć dziadka) i tu już poprzeczka było zdecydowanie wyżej zawieszona. Same krzewy Granache (90% kupażu) mają ponad 100 lat. Tutaj było bogato, dżem z czarnych owoców, grubo mielony pieprz i troszkę ziół. Usta ładnie poukładane, bardzo eleganckie z dobrze wtopionymi garbnikami i mocnymi akcentami wiśni, czereśni i dymu. Finisz długi jak diabli. Dałbym jakieś 87 punktów, a cena niezwykle dobra za te doznania., bo 10,5 ojro. Dalej podstawowy Chateauneuf-du-Pape’12 – wino poprawnie zrobione, lekko mentolowe z domieszką tytoniu, o, jak na apelację, dość umiarkowanej strukturze i sporej ostrości. Dobre, ale nie porywające. Dużo lepsze wrażenie zrobiło na mnie Chateauneuf-du-Pape Lucile Avril’13 (hołd dla babki) z dominacją gron Grenache z ponad 90-letnich krzewów. Tutaj znad czary buchały wręcz tony powideł z ciemnych owoców, wędzonej śliwy, pieprzu i suszonej mięty. W ustach gładkie, zrównoważone i potężne, aczkolwiek z tego pluszu wystawało nieco ziarno tanin – dałbym mu co najmniej pięć lat, żeby odsłoniło swoje możliwości. 90 punktów bez dwóch zdań. Ostatnim winem było Chateauneuf-du-Pape Cuvée L’Eperdu’12 – 100% Grenache i potężna moc. Tutaj mocno zalecają się aromaty wiśniowej konfitury, wanilii i bardzo dobrej mlecznej czekolady. Wspaniały deser. Na podniebieniu zaskakujące lekkie i słodkie, taniny są mikroskopijne, ale jeszcze chwil (jakieś pięć lat) w butelce dobrze im zrobi. Wielka klasa i spory potencjał. Cena też niemała, bo 50 euro  na miejscu, ale warte ceny. 92 punktyChateauneuf-du-Pape_Wino_Domaine_Durieu

Tak minął mi pierwszy dzień. Stamtąd udałem się do nieodległego sklepu Vinadea, w którym znajduje się dobry wybór szatenefów i stamtąd zabrałem do wieczornej bagietki z kozim serem Tomme Tavela Roc Epine z Domaine Lafond. To był dobry dzień.

Roc-Epine Tavel

Koniec części pierwszej. Niedługo kolejne wspominki z Chateauneuf-du-Pape.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.