Co lepsze kawałki z ProWein – relacja

Jak pisałem zupełnie niedawno, ProWein to nie tylko doskonała okazja, żeby spróbować win z całego świata, ale też sposobność napicia się rzeczy niezwykłych, a nawet takich, których można skosztować tylko raz w życiu.

Po kilku poradach, jakich udzieliłem w jednym z ostatnich wpisów, pora przejść do wspomnień o tym, co takiego niezwykłego skosztowałem w trakcie tegorocznego ProWein. A rzeczy parę takowych było, rzekłbym nawet wyjątkowych.

Pierwszego dnia, wiedziony moją miłością do Doliny Rodanu, zawitałem na stanowisko Domaine Christophe Pichon, gdzie otarłem się o wyżyny północnorodańskiego winiarstwa. I uwierzcie mi, zapomnijcie o Guigalach czy Chapoutierach – przy pewnej skali zatraca się osobowość i charakter. Tutaj, na nieco ponad 11 hektarach rozsianych po Condreiu, Côte-Rôtie i Saint Joseph, Christophe wraz z rodziną wytwarza wina o niezwykłej głębi, elegancji i balansie. Białe Saint-Joseph urzekało ziołowością, mocnym ciałem i jedwabistością. Podstawowe Condrieu oszałamia od pierwszego momentu i wydaje się, że już lepiej nie będzie, dopóki nie wchodzi w grę Caresse, z parceli o powierzchni zaledwie 0,3 hektara. Wino jest mocarne, bardzo złożone, wielowarstwowe a jednocześnie eleganckie – wypełnia usta płynnym, chłodnym jedwabiem. Doprawdy niesamowite doznanie. Czerwone wina też nie zawiodły. Wina z Côte Rôtie: Rozier, La Comtesse en Côte Blonde i Promesse to świetne przykłady precyzyjnego, czystego, niemal chłodnego i niezwykle eleganckiego Syrah. Co prawda są jeszcze młodziutkie, ledwie w powijakach, ale już świadczą o klasie i potencjale – cóż to będzie się z nimi działo za lat dziesięć?! Saint Joseph również nie zawiodło, może nie dorównało bardziej prestiżowym kuzynom, ale jakości mu nie brakowało. Ciekawostką było Cornas z rocznika 2015 – niby ściśnięte, bo zabutelkowane tylko na targi, ale już objawiające wielki potencjał. Ech, szkoda tylko, że północny Rodan jest taki drogi…ProWein Raport- Christophe Pichon

Drugi dzień targów, który akurat wypadł w moje urodziny, również przyniósł niezłą niespodziankę, rzekłbym nawet, że najbardziej ekskluzywną ze wszystkich w trakcie tych trzech dni. Tak naprawdę – niepowtarzalaną. Bo jak inaczej nazwać degustację win, które miesiąc później zostały sprzedane na słynnej tokajskiej aukcji. Wprowadzeniem do tematu zajął się László Mesárosz z winniscy Disznókő, a degustację prowadził niezawodny Wojtek Bońkowski.  Pamiętajacie proszę, że wina te są zaczerpnięte z kadzi i przetoczone do beczek inne zabutelkowane w ograniczonej ilości. Są to jednakże wina, które później zostaną dodane do regularnego kupażu, dostępnego na rynku i tak skończy się ich historia. Gdy dodacie do tego, że można kupić co najwyżej beczkę (180 butelek wina wytrawnego bądź 270 butelek słodkiego, konfekcjonowanego w butelki 0,5l), to wiecie, że okazja to niezwykła a dla miłośnika wina – graal. Podanych zostało 13 win – 5 wytrawnych i 8 słodkich. Z tych pierwszych zachwycił mnie Kvaszinger (to producent posiadający zaledwie 2 ha upraw) ze swoim Furmintem Meszes-dűlő 2015. Wino dopiero co zabutelkowane, ale krągłe, bardzo bogate, jeszcze z drobnymi aromatami drożdzy. Owocu mało, ale jest w tym coś pociągającego. Przy tym bogactwie niezwykle czyste i precyzyjne. Jak ruch skalpela. Disznókő Tokaji Furmint Illésházy-dűlő 2015 nie był wcale gorszy – tutaj więcej ziół i warzyw, kropla cytrynowego soku, a na koniec piękna, chłodna kwasowa struna połączona z goryczkowym finiszem. Klasa. Czas jednak na to, co tygryski lubią najbardziej – tokajską słodycz. Jeśli jej nie lubicie, to czas, abyście przemyśleli kilka rzeczy w życiu. Füleky Tokaji Late Harvest 2015 jest kupażem Furminta z Kabarem. 95 gramów cukru, pełnia aromatów brzoskwiń i pikantności. Świetna kontra kwasowości, lekkość a jednocześnie piekielnie długi finisz. Piękne. Holdvölgy Tokaji Édes Szamorodni Eloquence 2011 to aromaty piwnicy, brzoskwiń i powideł z pigwy. Świetna świeżość, ciągle młode, rzutkie i niezwykle przyjemne. Disznókő Tokaji Aszúkollekció 2013 – przebogate, piękne, doskonale harmonijene a tu jeszcze tyle lat przed nim. Parafrazując Maćka SokołowskiegoTe Tokaje potrafią być dobre. Dorogi Testvérek Pincészete Tokaji Sárgamuskotály Aszú 6 p. Lónyai dűlő 2012 też pokazało klasę – pełne, miodowo-brzoskiwniowe z aromatami orzechów i herbaty. Może nieco brakło kwasowości, ale i tak świetny strzał. I tak minął drugi dzień, i wiedziałem, że to było dobre. Najlepszy urodzinowy prezent.

ProWein Raport-Tokaji Auction

Ostatni dzień targów również przyniósł piękny dar. Pionową degustację legendarnego Chateau Musar Gaston Hochar od rocznika 2008 do 1979! Pięć butelek, jedna starsza ode mnie, legenda Serge’a Hochara – jakże to było piękne doświadczenie. 2008 – pełne, ogromne  – zioła, jagody, odrobina wędzonki. Taniny mocarne, ale nie wysuszające, nadające raczej obfitości, niż drapiące w podniebienie. Owoc pięknie zachowany, soczysty i świeży. 2003 – więcej tonów ziołowych, z wiekiem straciło na wadze, wysmukliło się, złagodniało, ale nie straciło na świeżości. Taniny ciagle mocno się trzymają, ale nie są tak dojmujące, jak w młodszym bracie. Finisz długi, korzenno-liściasty. Chyba wino w szczycie. 1999 – od tego rocznika świeży owoc zastąpiony jest owocem suszonym. Są też opadłe liście, nieco powidłowych aromatów. Ma moc i charakter. 1987 – bardzo pięknie i długo rozwija się w kieliszku. Tutaj już są niedojrzałe orzechy włoskie, trochę nut likierowych, może też nieco herbacianych. Bardzo ciekawe i wielopłaszczyznowe wino. Ale chyba jednak nie dla wszystkich. O potencjale win Chateau Musar świadczyć miał rocznik 1979 – nie było mnie wtedy w planch, w Libanie trwała wojna domowa, a Serge robił wina. Tutaj jest likier, orzechy włoskie i pewna żywotność, echo świeżego owocu, połączonego z kawą, ale też z owocowym suszem. Pięknie się zestarzało. A podobno w piwinicach producent ma dostępny rocznik 1956 Ech marzenia.

ProWein Raport Chateau Musar

Z całą odpowiedzialnością mówię, że te trzy degustacje wynagrodziły mi 2 tysiące kilometrów w aucie w ciagu kilku dni. Doprawdy, warto jeździć na ProWein, śledzić hasztagi, bo niespodzianek są tam setki. Mnie szczęśliwie udało się na kilka z nich załapać i mam wspomnienia do końca życia. Zachęcam Was do takich wypraw. W końcu to mniejsza wycieczka, niż do Francji, Węgier i Libanu.

Na targi oczwyście zabrałem się własnym sumptem.

 

Comments
  1. MH | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  2. MH | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  3. MH | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  4. MH | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  5. MH | Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *