Urodzinowa refleksja – dlaczego nie chce mi się już pisać o winach z Biedronki i Lidla

Tak, moi Drodzy. Równo dwa lata temu, pełen entuzjazmu i nadmiernej pewności siebie uruchomiłem tego bloga. Czas szybko leci, a ja odebrałem kilka lekcji, które pewnie czegoś mnie tam nauczyły. Zmieniło się moje podejście do wina i do pisania o nim. Dlatego postanowiłem, że od teraz pora na kilka zmian. Mimo, że dostanę po statystykach. Ale walić to!
hands-summer-party-colorful

pexels.com

Przede wszystkim nie chce mi sie pisać o winach z dyskontów. Nie oznacza to, że się na nie pogniewałem, że już ich nie piję i mi sodówka uderzyła do głowy. Powodów jest kilka.

  1. Nie chce mi się ścigać z innymi.

    Proste jak diabli. Wiadomo, że gdy pojawią się nowe wina w dyskontach, wszyscy piszący się na nie rzucają. Czytelnicy chcą o nich czytać, czasami wpadnie jakiś pakiet od importera, więc jest zobowiązanie. I tu zaczyna się wyścig – kto szybciej opublikuje recenzję flaszki za 20 PLN, przecież liczą się kliki, odsłony i google analytics. Mnie się już nie chce – najszybciej jest i tak Winicjatywa, więc chodzi tylko o zaszczytne drugie miejsce, a to mnie nie interesuje. Nie znaczy to, że się gniewam na te wina i że ich nie kupuję/piję. Ba! Nawet czasami o nich piszę, ale na łamach zaprzyjaźnionego Dotrzechdych.pl. Może czasami znajdziecie coś na moim Facebooku, albo Instagramie, ale tutaj to już raczej nie. Chyba, że będzie jakaś mega petarda.

  2. Są lepsze wina i chcę się z Wami nimi dzielić.

    Simple as that. Nie oszukujmy się – wina marketowe są poprawne, technologiczne i jakby nie było – nieco bez duszy. No bo skoro dyskont zamawia od 10 do 30 tysięcy jednej etykiety, to nie może być to wino oszałamiające. To jak Toyota Corolla – znasz wady, zalety, wiesz, że dowiezie w miarę bezpiecznie i bezawaryjnie z punktu A do B, ale emocji przy tym jak na grzybobraniu. I nie uważam, że to coś złego (uwielbiam zbierać grzyby) – nie każda sytuacja wymaga szampana czy Barolo. Najczęściej potrzebujemy kilku kropel tego smaru do kolacji czy obiadu. Ale to wszystko – uniesień tu nie ma, a chcę się dzielić z Wami tym, co najlepszego mi się trafiło, a nie tym, czym podbiję klikalność postów. Wkrótce dowiecie się, o co mi chodzi 😉

  3. Mniej prostych recenzji.

    Tak – recenzje przeczytać sobie możecie gdzie chcecie, ale ja chcę odejść od tak prostej formy. Notek znajdziecie mnóstwo u moich kolegów po klawiaturze. Ja wiem, że to łatwo się pisze i też dobrze czyta, ale na Boga, czy na tym ma to polegać? Może już jestem zblazowany, może mam mniejsze ciśnienie a może już zebrałem trochę doświadczenia i mogę na kilka zagadnień spojrzeć z nieco innej perspektywy, żeby nie zaspokajać się li tylko kopiowaniem z notatnika do WordPressa.

  4. Jakość, nie ilość.

    Czasami sobie myślę, że lepiej mało, a dobrze, niż dużo i byle jak. To pewnie pierwsze, ale i tak spóźnione, oznaki dojrzewania 😉 Będę starał się pisać regularnie, ale nie za wszelką cenę. Na pewno pojawi się też trochę teorii popartej przykładami, żeby nie było, że to tylko przepisywanie z książek. Być może przy tej okazji pojawia się wina marketowe, ale raczej jako pomoc naukowa, nie motyw przewodni.

    header_yawn-re-crop-nyc75779

    Koniec z ziewaniem na moim blogu https://epsilon.aeon.co

    Pewnie spadnie mi ilość kliknięć, ale nie chce mi się rywalizować na polu tak mocno obsadzonym i w sumie trochę nudnym. Lepiej chodzić własnymi ścieżkami, niż wygodnie podążać utartym szlakiem. Stay tuned! Mam nadzieję, że idzie lepsze. Czego sobie i Wam życzę na drugie urodziny Zdegustowanego.

 

Comments
  1. Paweł | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  2. Sławomir Chrzczonowicz | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  3. Prowinicjusz | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  4. tomasz wagner | Odpowiedz
    • Zdegustowany | Odpowiedz
  5. Kuba Jurkiewicz | Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *