Ze szczytu na dno i z powrotem – Tokaj, Włochy i Szampan

Ile rzeczy może się wydarzyć w ciągu tygodnia? Można się zakochać na zabój z wzajemnością, można miłość stracić, można zdobyć fortunę dzięki sześciu trafnym skreśleniom i roztrwonić ją w ciągu siedmiu dni. Można być na szczycie, upaść. Można się znowu dźwignąć. Taki był dla mnie winiarski tydzień w Warszawie.

Ja wiem, patos, co nie? Ale jakoś tak mi się skojarzył miniony tydzień – było i bardzo dobrze i bardzo źle,  na szczęście skończyło się z nadzieją  eksplodującego bąbelka w kieliszku.

Podniebne żeglowanie

A zaczęło się niemal stratosferycznie, i w sensie dosłownym i pod względem doznań winnych. Mowa o poniedziałkowej degustacji tokajów zorganizowanej przez Winicjatywę na 50 piętrze słynnego żagla, czyli inwestycji Złota 44. Piękne widoki popołudniowego słońca zachodzącego nad Warszawą towarzyszyły równie pięnym okazom win zaprezentowanym przez 18 producentów z Tokaju. Wśród nich giganci jak Dereszla, Patricius czy Disznókö oraz malutcy, jak Barta czy Erzsébet Pince. Nie byłem na wszystkich degustacjach organizowanych w tym roku, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że to najlepsza, jaką 2016 do tej pory nas obdarzył. Nie było tu przypadków.

tokaj_barta

Można było skosztować znakomitego, 6 puttonowego Aszú 2006 od Patriciusa (importer: Interwin) – zawieszonego między czystym owocem a nutami ewolucji: są i suszone grzyby, aromat piwniczki ale nadal tkwi tam pigwa z suszoną morelą, świetny balans cukru z kwasem. Wielka klasa. 94 punkty i na pewno w ciągu lat dawać będzie masę wrażeń. Podobnie sprawa ma się z Dobogó 6 puttonyos Aszú 2008 – nieco młodsze ale też zdecydowanie bardziej kwasowe od poprzedniego, mimo wszystko jest w tym balans pigwowej konfitury, jest głębia i potencjał na lata. Również 94. Jednak w słodyczach największe wrażenie na mnie zrobił 6 puttonowiec Erzsébet Pince z 2010 roku; mimo że najmłodszy, wydawał się najbardziej złożony, były tu i nuty botrytisu i orzechów włoskich, dużo cytrynowści a w ustach bardzo ładna równowaga mimo młodego wieku. Wino warte zachodu, a które w swym niemowlęcym wieku daje dużą obietnicę. Jak dla mnie 95 punktów.tokaj_patricius_6puttonyosZ wytrawnych tokajów duże wrażenie zrobiły na mnie Erzszébet Pince Estate Furmint Dry 2015 – lekki cukier resztkowy, sporo białego pieprzu i suszonego owocu, smaczne jak diabli (87 punktów). Béres Tokaji Löcse Furmint 2015 (importer Alkohole MP) to mocne, rozłożyste wino, z wyraźnymi nutami bottonage, rodzynek, suszonych moreli i siarkowej, szczypiącej mineralności. W ustach tłuste, pikantne z bardzo czystym i ładnym finiszem (86 punktów). Do tego dodam na pewno Bodrog Bormühely Halas Furmint 2015, wino niezmiernie eleganckie, miodowo-woskowe, bardzo pikante ale też miękkie i długie. Klasa (87 punktów). Ale najwięcej radości sprawiło mi Barta Öreg Király Dülö Furmint 2013 (importer Rafa Wino) – pachnie jak pusty słoik po miodzie gryczanym, do którego wrzucono skórkę pomarańczy. Bardzo gęste, mineralne i ze świetną, wybrzmiewającą jeszcze długo w finiszu kwasowością. (88 punktów).

tokaj_barta

Dwie wieże

Specjalne wyróżnienie zachowałem dla Samuel Tinon Tokaji Szamorodni Dry 2007 – wytrawny tokaj o nutach sherry – są zielone orzechy włoskie, jest oczywiście piwniczność botrytisu, są też suszone grzyby. Ciało niemal tłuste niczym olej z lnu, jest też lekko słono, orzechowo i bardzo intrygująco. Nie wiem, co bym do tego jadł, ale butelka mi się marzy. A najlepiej 6. (92 punkty).tokaj_samuel_tinon

To oczywiście mały wycinek, nie sposób wszystkiego opisać, sam czuję, że coś z tej degustacji pominąłem, aby nie pojawiło się TLDR. Wielkie brawo za tę degustację – naprawdę super wysoki poziom.

Nieświeża krewetka

Tu niestety pora na twarde lądowanie z dużej wysokości do Hotelu Bristol. Teraz chodzi o polską edycję Gambero Rosso, której partnerem jest Magazyn Wino. Po rzuceniu okiem w listę wystawców stwierdziłem, że dla Bellavisty i Fesliny warto zajrzeć. Niestety – to by było mniej więcej na tyle.

Bellavista (importer Le Barbetelle), wielka marka z Franciacorty, pokazała tylko bazową butelkę Alma Gran Cuvée. Wino bardzo poprawne, z nutami drożdży, jabłek, bardzo przyjazne i pijalne. W ustach sporo drożdży i lekka, przyjemna goryczka, a więc nie tylko do bezrefleksyjnego żłopania. (89 punktów).

O Fèlsinie pisać nie będę – wszyscy wiedzą, jak wygląda ten koń: nadal świetne, nadal eleganckie i nadal w posiadaniu Winkolekcji.

Koń

Koń

W całej tej degustacji znalazłem poza tym ledwie jedną prawdziwie ciekawą butelkę od Marotti Campi Salmariano Castello Di Jesi Verdicchio Riserva. Wino poważne, pełne, bardzo bogate i o tłustawej, ale nie męczącej strukturze. Jest tu rozłożystość spod znaku lekko suszonych owoców i kwiatów oraz duża doza soli morskiej. Do tego ładny balans między kwasowością a ciałem. Niezwykle eleganckie wino. (91 punktów).

Dwie intersesujące pozycje mieli jeszcze panowie z sycylisjkiej Cantine Paolini. Duża spółdzielnia, 3000 hektarów, 1000 członków. Pierwsze z win to arcysmaczne, czyste i wytrawne Zibibbo IGP Terre Siciliane 2015. Ten muszkat aleksandryjski jest bardzo aromatyczny, miły, kwiatowo-gronowy i jednocześnie przyjemnie wytrawny. Naprawdę warte uwagi (88 punktów, bez importera w Polsce). Ich Etna Rosso 2012 to kupaż 95% Nerello Mascalese i 5% Nerello Cappuccio – wino lekko przykurzone, ziołowe i z delikatną wiśniową pestką w tle. Nawet lekko suchy finisz ma swój wulkaniczny urok. (88 punktów).

Myślę, że tu powinno paść pytanie o dalsze losy Czerwonej Krewetki w Polsce. Nie wiem, jaki jest sens, żeby do kraju zjeżdżali już nawet nie drugoligowcy, ale raczej trzecia i czwarta klasa rozgrywkowa. Tłumów nie ma (choćby w porównaniu z rokiem 2014), producentów niewielu, więc po co ten hałas. Trochę ta impreza ulega inflacji –  a szkoda. Chciałoby się czegoś ciekawszego, skoro ciągną tu przez pół Europy. A może my już nie jesteśmy tak atrakcyjni dla Włochów? Nie wiem. Tegoroczna impreza to jednak klapa.

Szampański ratunek

I gdy już się zdawało, że tydzień skończy się raczej minorowo, przypomniałem sobie o sobotnim zaproszeniu do Vinoteki 13 na master class szampanów z domu Billecart-Salmon, które prowadził Eric Calzorali. Dom Billecart-Salmon powstał w 1818 roku i obecnie jest we władaniu siódmego pokolenia rodziny. Rozsiadł się na 260 hektarach winogrodów, a w piwnicach ukrywa ponad 4,5 miliona butelek rezerwy (wina z minionych roczników, które zostaną wykorzystane to tworzenia nierocznikowych kupaży). Jeśli chodzi o styl, to raczej niewielkie dosage, często nawet bez liqueur d’expédition (czyli soku gronowego dolewanego przed ostatecznym zakorkowaniem butelki, który odpowiada za poziom cukru w winie) i duży szacunek dla Pinot Meunier (raczej nie budzącego gdzie indziej wielkiego zachwytu). W ciągu roku wypuszcza na rynek 1,7 miliona butelek. Średnio dużo.

Wiadomo, bąbelki zawsze na propsie, smakują nawet w środku infekcji wirusowej (antyseptyczne właściwości wina znane są przecież od wieków). I tak moje skołatane walką z wrogiem ciało uśmiechnęło się, gdy po raz pierwszy pochyliłem się nad kieliszkiem, w którym znalazło się nierocznikowe Blanc de Blancs Grand Cru. Pięć Grand Crus, ok 40 miesięcy na osadzie i 8 gramów cukru eksplodowało aromatem dopiero co wyciągnietej w z piekarnika szarlotki z kruszonką – obezwładniające. Ładna do tego kremowość, zapach świeżo ubitej śmietanki, mascarpone i skórki pomarańczowej. Szeroka panorama ożywczo przecięta lekko aspirynową kwasowością. Nie jest zbyt bogate, ale też niczego mu nie brak. Elegancja-Francja (93 punkty za 309 PLN). Po drodze było jeszcze Brut Reserve NV, proste, radosne i nieco jak na mój gust zbyt grzeczne (88 punktów, 209 PLN), było Brut Sous Bois, fermentowane w burgundzkiej beczce, pełne zapachu palonego masła, orzechów i grejpfruta, może z nieco urwanym w pół frazy finiszem, ale niezwykle ciekawe (90 punktów, 319 PLN). Brut Rosé, według Erica wino mające być tłem, a nie punktem kulminacyjnym. I rzeczywiście – jest przyjemnie, jest czerwony owoc pod wezwaniem czerwonej porzeczki i nie do końca dojrzałej truskawki, z lekką szorstkością w ustach. Czysta przyjemność, tylko że dość droga. Bo na wino-muzak (choć bardzo dobre) żal wydać tak dużo kasy (91 punktów, 345 PLN).

Mógłbym codziennie

Mógłbym codziennie

Pora na roczniki, czyli crème-de-la crème szampańskiej zabawy. Blanc de Blancs 2004 (8 – 10 lat na osadzie) wydał się zmęczony na tle swojego nierocznikowego odpowiednika. Jest sporo tego masełka, obtłuczonych jabłek i cytrynowej tarty, ale wszystko jakby za mgłą, jak lizane przez szybę. Całość uzupełniły nuty korzenne w postaci gałki muszkatołowej i cynamonu. Jest tu dużo elegancji, ale dla mnie zbyt mocno na pokaz, wyuczonej, a nie wrodzonej. Bardzo dobre, ale po obcowaniu z NV chciałoby się więcej (92 punktów za 809 PLN). Cuvée Nicolas Francois Billecart jest hołdem dla założyciela domu, pierwsza edycja powstała w roku 1964 i od tej pory ma stałe proporcje: 60% Pinot Noir i 40% Chardonnay. Rocznik 1999 to dużo jabłka, korzeni i masła rozsmarowanego na lekko przypalonym toście. Niemało w tym cytrynowej skórki, która przebija krągłe ciało lekką goryczką. W finiszu słone i delikatnie kredowe. Całość jednak nieco ociężała i bez nerwu – jak przysypiająca z nudów hrabina, jest urocza elegancja, ale nie ma emocji (91 punktów, 385 PLN). Vintage 2002 to zgoła odmienna historia, sprawia wrażenie młodszego nie o trzy lata a o trzynaście. Dużo więcej tu owocu, jabłka mniej obite, miast tarty cytrynowej cytrynowa trawa, świeża drożdzówka. W ustach rozległe, szerokie ale też głębokie przyjemną kwasowością. Ach, gdyby trwała ona o dwie sekundy dłużej w finiszu, byłoby niezwykle. Wino doprawdy młodzieńcze, z perspektywą na naprawdę wielkie doznania za kilka lat (94 punkty, cena, o ile mnie pamięć nie myli, ponad 800 PLN).

A to od święta

A to od święta

I tak o to tydzień minął. Dał popalić, naraził na emocje skrajne z punktu widzenia winofila, ale pokazał, że zawsze trzeba mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Jak w życiu. Nie poddawajcie się – może jeszcze Was kocha, może jeszcze giełda nie sięgnęła dna, może za zakrętem czeka najlepszy, nieznany jeszcze przyjaciel. Głowa do góry. Kieliszki też. Egészségére! Salute! Santé!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *