Winne Wtorki – co Mikołaj zostawił w skarpecie

Św. Mikołaj, biskup Miry, patron bednarzy, piwowarów, gorzelników, młynarzy i żeglarzy, karykaturalnie przetworzony przez machinę wielkich korporacji, zawitał dziś do domów winnych blogerów. Mnie nawiedził z lekkim opóźnieniem (najwyraźniej nie byłem aż tak dobry), dlatego mój wpis jest tak późno.

Dziś mikołajkowy Winny Wtorek (choć u mnie w piątek). W naszych kieliszkach goszczą wina, które sprezentowane zostały przez siostry i braci w blogersko-winnej wierze. To zawsze miła sprawa dostać butelkę od kogoś, kto wina lubi – raczej nie ma co się spodziewać oczywistych wyborów. Liczyć można raczej na rzeczy nietypowe i zaskakujące. Ale takie powinny być prezenty – zapadające w pamięć.

Do mnie dotarła butelka z niedaleka, ale po prawdzie bardzo egzotyczna. Po pierwsze – jest to wino polskie (co o nich myślę, dowiecie się wkrótce), po drugie – wyprodukowana przez winiarza znanego przede wszystkim z bardzo dobrych Rieslingów, po trzecie  – jest to wino czerwone. Moi drodzy, oto Marek Krojcig Regent 2014.

marek_krojcig_regent

Nad Rieslingami Marka Krojciga pochylano się wielokrotnie, często nazywając je najlepszymi na wschód od Odry (tu, tu, tu i tu). Nie odmawiano im jakości, klasy, stylu o technicznej poprawności nie wspominając nawet. A o czerwoncyh ani mru mru. Raz tylko Maciek Sokołowski się pochylił nad tym winem, ale z poprzedniego rocznika. W moim szkle gości zaś chłodny, wilgotny i raczej niewdzięczny 2014.

Jak nazwa wskazuje, jest to 100% Regenta, czyli szczepu hybrydowego, który całkiem dobrze odnalazł się w Niemczech a w Polsce pewnie jest najczęściej uprawianą odmianą czerwoną. Jest odporny na mrozy i choroby, zazwyczaj daje taniczne, ciemne i umiarkowanie kwasowe wina. A ten od Krojciga jest zupełnym tego przeciwieństwem. Bo w oku lekki, rubinowy, delikatnie nasycony. W nosie dość aromatyczny, a w bukiecie znajdzie się i troszkę pieczonego buraka, lekka mięsistość i mokry żwir, delikatna nie do końca dojrzała wisnia, lukrecja i jeżyna. Drugiego dnia nos jest bardziej gorący, niemal południowy. I tu zaskoczenie, bo w ustach, mimo ośmiu miesięcy we francuskiej beczce, taniny bardziej niż umiarkowane, drobnoziarniste i lekko szorstkie, a kwasowość wyrywa z butów. W tej emanacji niedojrzałej wiśni połączonej z czerwoną porzeczką jest pewna szczerość i prostolinijność. 11,5% alkoholu zapowiada dość skromną strukturę i mnie przypomina mitteleuropejskie (ale raczej Morawy i Austria niż Villanyi) efekty winiarstwa. Nie jest to wino dla Kowalskiego ani dla miłośnika Riojy czy Ribery (sorry, Winiacz), tutaj jest potężna doza kwasowości (z czasem czysto cytrynowej, bliższej Rieslingom niż czerwonym odmianom) z przyczepionymi do niej elementami owocowymi. Trudne to wino, ale mnie na swój sposób urzekło. No i ten przyjemny, pestkowy finisz. Myślę, że warto, ale pijcie w ciągu dwóch dni od otwarcia.

Dziękuję mojemu Mikołajowi za podarek. Mam nadzieję, że przez najbliższy rok też będę grzeczny, żeby przyszedł do mnie ponownie z równie ciekawą paczką. .

Inni blogerzy też chwalili się swoimi prezentami:

 

Comments
  1. Kuba | Odpowiedz
  2. Winiacz | Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *