Chateau Vartely – nowoczesność w mołdawskim wykonaniu

Kryzysy to nic złego – dopadają każdego, ważne jednak, jak się z nich podnosi. Taki według mnie był główny przekaz kolacji z winami z serii Individo mołdawskiego producenta Chateau Vartely.

 

Embargo nałożone w 2006 przez Rosję na mołdawskie wina było wielkim ciosem dla lokalnych producentów. Przyzwyczajeni od czasów głębokiej komuny na stały, niezachwiany popyt na marnej jakości trunki wcześniej ze strony  republik kraju Rad, potem Rosji i okolic, przeżyli szok, gdy decyzją polityczną szeroki strumień Czarnych Doktorów napotkał na tamę Kremla. I okazało się, że zła wiadomość przyniosła dobre efekty. Zmuszeni poszukiwać nowych rynków zbytu, Mołdawianie zaliczyli solidny reality-check i poszli po rozum do głowy: postawili (a raczej stawiają, bo to długotrwały proces) na jakość. I tak oto ok. 110 tysięcy hektarów winnic produkuje coraz lepsze wina, których aż 80% trafia na eksport. Oczywiście dominuje nadal plonk, który ma również amatorów i u nas, ale znaleźć można coraz lepsze etykiety.

I tu o pojawia się Chateau Vartely, wielka posiadłość licząca 260 hektarów, która w 2004 roku została wykupiona przez kapitał związany z rosyjskim Gazpromem (o ironio). W cztery lata później powstał przy winiarni ośrodek hotelowy, na którego otwarciu byli wszyscy prezydenci Mołdawii. 50 kilometrów jazdy na północ od Kiszyniowa można zaznać relaksu w najbardziej bodaj prestiżowym miejscu w Mołdawii.

A wina? Całkiem niezłe, o czym mogłem się przekonać podczas kolacji w wine barze Superiore. Degustację linii Individo prowadził niezastąpiony, bohatersko walczący z chorobą Wojciech Giebuta a dania, będące interpretacjami mołdawskich tradycyjnych potraw, przygotował szef Tomasz Kapturkiewicz.

Aperitif

Chateau Vartely

Chateau Vartely Individo Traminer Sauvignon Blanc 2015 – wino ze stali nierdzewnej, więc świeżość winna być. I jest – dominują w nim zielone, agrestowe nuty Sauvignon, z obowiązkowym liściem czarnej porzeczki, w tle zaś czai się, bardzo delikatne, cebulowe znamię siarki (nie psuje jednak bukietu). Ciało wcale nie takie smukłe, czuć traminerowy wpływ i niemałe 13,5% alkoholu, ale kwasowość w wyższych średnich rejestrach nadaje balansu i całość tworzy całkiem niezłą kompozycję. Plusem jest czysty, długi i przyjemny zielony finisz. 86 punktów za 49 zł.

Przystawka

Pierwszym daniem, które dane było spróbować, to placinta, czyli smażone  placuszki z nadzieniem w trzech wersjach smakowych: z bryndzą, z kiszoną kapustą oraz z dynią. Mnie najbardziej smakowała delikatna wersja z dynią. Ta z kiszoną kapustą była najbardziej swojska, natomiast z bryndzą była najmniej wyrazista. Daniom towarzyszyło Chateau Vartely Individo Feteasca Regala Riesling 2015. Wino nieco skryte, ale po uważnym wwąchaniu się w zawartość kieliszka poczuć można morele, melona, odrobinę lipowego kwiecia, kroplę cytryny i szczyptę kredy. Czuć, że Riesling się tu znajduje. Ciała dużo, jest pikantnie i kwasowo, pod koniec jednak pojawia się pewna ociężałość. Nie jest źle, choć ciut gorsze doznania, niż w przypadku pierwszego wina. 85 punktów za 49 zł. 

Drugim winem było Chateau Vartely Individo Rosé Cabernet Sauvignon Merlot 2015 to lekki poziomkowo-truskawkowy róż o łososiowej barwie. O ile aromaty są całkiem przyjemne, to w ustach kwasowość się odkleja, robi się zbyt duża i nienaturalna. W tej cenie można znaleźć dużo lepsze różowe wina. 84 punkty za 49 zł.

W kombinacji z jedzeniem bardziej uniwersalne okazało się pierwsze z win.

Pierwsze danie główne

Tak, nie przeczytaliście źle – były dwa główne dania. Pierwszym była mamałyga w towarzystwie bryndzy, pieczonego czosnku, kwaśnej śmietany i wieprzowych polędwiczek. Danie sycące, bogate dość pikantne i bardzo smaczne. Do niego zaserwowano Chateau Vartely  Individo Feteasca Neagra 2015, prostolinijne, w aromatach czysto owocowe wino, pełne jagód, jeżyn i bardzo dojrzałych wiśni, w ustach zaś zaskakująco pełne, pieprzne i aż dziwne, że nie miało kontaktu z beczką. Przeszkadzać może jedynie odstający i w nosie i ustach alkohol. Całość jednak bardzo przyjemna i to wino spodobało mi się najbardziej. 86 punktów za 49 zł.

Wino bardzo ładnie się uzupełniało z potrawą, szczególnie dobrze integrowało jego pikantność i słoność.

Drugie danie głównePieczona w warzywach jagnięcina podana z polentą to drugie sycące danie, z którym przyszło mi się mierzyć. Do niego podano Chateau Vartely  Individo Malbec Rara Neagra Syrah 2014, o którym pisałem już wcześniej. Podtrzymuję opinię sprzed kilku miesięcy, że jest to wino smaczne, pełne i z ładną taniną. Takie na 86 punktów. Z jedzeniem dogadało się bardzo dobrze, przyjemnie spajając w całość soczyste i dość tłuste mięso w ekstraktywnym sosie. DeserDeserem były śliwki nadziewane orzechami podane z czekoladowym, pikantntym sosem. Wybór wina nieoczywisty, albowiem było to wytrawne Individo Merlot Cabernet Sauvignon 2014. Tutaj w aromatach dominuje Cab – mamy tu czarną porzeczkę z créme de cassis i odrobiną suszonej (od beczki najpewniej) śliwki (to od Merlota). Kwasowość niemała, tanina wysoka, ale nie dominująca konstrukcji. Znowu problemem okazał się zbyt wysoki alkohol – 14,5% nie udało się okiełznać i pieczenie w gardle było dość mocne.

Połączenie z deserem – bardzo ciekawe, choć może lepiej byłoby, gdyby czekoladowe fondue nie było pikantne – wino niestety wzmagało uczucie palenia w ustach. Tak czy siak, warto było spróbować.

Degustacja pokazała inne oblicze win mołdawskich. Obok Cricovej czy Purcari Vartely to jeden z gigantów, który również wziął na siebie ciężar wskazania kierunku mołdawskiemu winiarstwu. Jeśli inni podążą ich krokiem (na co liczę), może za kilka lat sięgnięcie po mołdawskie wino na sklepowej półce nie będzie wiązało się z wielkim ryzykiem i koniecznością spisywania testamentu.

Jadłem i piłem na zaproszenie Domu Wina, importera win Chateau Vartely.

 

 

 

Dodaj komentarz