Bud break 2017 – wina naturalne u Mielżyńskiego

Bud break

Robert Mielżyński od lat zaklina swoim Bud breakiem wiosnę. W tym roku nie było inaczej, degustacja odbyła się pierwszego ciepłego dnia tej wiosny. Tematem przewodnim były wina naturalne.

Wina naturalne, organiczne czy biodynamiczne to coraz ważniejszy segment rynku, czego zdaje się nie rozumieć (albo rozumie i się boi) nawet sam Hugh Johnson. Osobiście do win w tym wydaniu mam stosunek ambiwalentny – z jednej strony w pełni popieram ideę jak najmniejszej ingerencji człowieka w ekosystem winnicy (zresztą nie tylko winnicy – zasada ta tyczyć winna wszelkiego kontaktu człowieka z naturą), z drugiej zaś nierzadko zdarza się, że pod przykrywką win naturalnych, z minimalną interwencją w proces tworzenia, próbuje się konsumentowi wcisnąć niedobre technicznie wina z szeregiem dyskwalifikujących wad, licząc, że snobizm oszuka kubki smakowe. I na to się nie godzę – tu pogląd mam zgoła tożsamy z tym, co niedawno pisał Maciek Gontarz. Zaintrygowany skorzystałem więc z zaproszenia, by sprawdzić, jakie oblicze win naturalnych ukaże się na Burakowskiej.

Kolejność degustacji miała sens przede wszystkim geograficzny – winnice prezentowały się od tych najbardziej wysuniętych na północ, po te z południa. Tym razem plac przed winebarem zajęli: Leclerc Briant z Szampanii, Wieninger z Wiednia, Friedrich z Burgenlandu, Tour des Gendres z Bergerac tuż za opłotkami Bordeaux, Foradori z Trentino oraz Boscarelli z Montepulciano.

Do biodynamicznych win Leclerc Briant na pewno trzeba się przyzwyczaić – rzadko kiedy degustowałem szampany o tak szczupłej budowie, gryzącej kwasowości i skromnych wachlarzach aromatów. Nie są to najłatwiejsze bąble, dalekie sycących Salmon-Bellicart czy Pol Roger. Wina nie tyle do pobudzenia kubków, co raczej do obudzenia zmarłego lub jako zamiennik kawy po ciężkiej nocy. Domyślam się jednak, że ostrygi też znajdą w ich objęciu dobre towarzystwo. Najbardziej w pamięć zapadł mi Les Chèvres Pierreuses Cumières 1er Cru Brut – owocowe (jabłka, pigwa) ze szczyptą wanilii i drożdzami (ok. 5 lat na osadzie), bardzo dobrym balansem i lekko słonym finiszem. Niestety jakościowo ląduje tam, gdzie zaczyna się podstawowy Deutz, a cenowo to już niekoniecznie. Jednakże warto skosztować. 90 punktów za 297 zł.Bud_Break_Leclerc_Briant_ Les_Chèvres Pierreuses Cumières

Jeśli Wiedeń kojarzy się Wam tylko z koncertem noworocznym, to zaskoczę Was. Uprawia się tam też wina (w granicach administracyjnych miasta!) a Wieningera to bardzo klasyczne, smaczne okazy i Gruner Veltlinera i Chardonnay, ze szczególnym wskazaniem na Chardonnay Select 2013, któremu  starzenie w beczce nadało przyjemnych aromatów masła, zapałek, białych, lekko utlenionych owoców, zostawiając jednak przyjemną nitkę kwasowego kręgosłupa, trzymającego kompozycję w ryzach. Na taras niekoniecznie – ale do średniego ciężaru ryb lub białych mięs  – nada się idealnie. 91 punktów za 98 zł. Warto też zwrócić uwagę na Pinot Noir Select 2015; półtora roku w barriques dodało pikantności, szczęśliwie zostawiając owoc w postaci czereśni i truskawek w spokoju. Jest więc świeżo, soczyście, wiśniowo i pieprznie, z niezwykłym współczynnikiem pijalności i z lekko słonym finiszem. 89 punktów za 111 zł.

Wina z Weingut Heinrich z Burgenlandu były z pewnością najbardziej zgodne z hasłami naturalistów. Jeśli poszukujecie idealnego wina do filmu (Piotrek Wdowiak – coś dla Ciebie), to sięgnijcie po Chardonnay Leithaberg 2014, które pachnie popcornem i smakuje jak popcorn. Do tego nuta ropy naftowej – film więc motoryzacyjny, ale raczej Znikający Punkt i Bullit, niż Szybcy i Wściekli. 88 punktów za 89 zł. Największe wrażenie zrobił jednak Roter Traminer Freyheit 2015 – tu gra tylko jedna nuta, ale jak gra! Jest róża odmieniana przez wszystkie przypadki we wszystkich językach świata. Gęsta, namacalna i niezwykle smaczna. Jedna nuta i ani grama fałszu. Zjawisko! Szkoda, że powstało ledwie 700 butelek. Czuję się szczęściarzem. 92 punkty – wino niedostępne w Polsce.

Bud_Break_Heinrich_Roter Traminer Freyheit 2015
Oba ciekawe, ale to z lewej lepsze.

Zupełnie inny, zdecydowanie bezpośredni i przyjazny charakter prezentowało Tour des Gendres z Bergerac. Z bezpretensjonalnie owocowym, wiśniowo-czereśniowym La Vigne d’Albert 2016 na czele oraz poważnym Tour de Gendres Bergerac (Merlot i Malbec), gdzie obok nut ćwikły z chrzanem, pieprzu i łodygi znaleźć można truskawkowo-malinowe jądro, objęte mocnym, soczystym tanicznym uściskiem. Wino dynamiczne, w którym dzieje się bardzo dużo a przy tym nieprzytłaczające. 87 punktów za 45 zł. La Gloire do Mon Père zaś to już prawdziwie poważna sztuka. Polujcie na rocznik 2012, gdzie tanina już zelżała, owoc zrobił się bardziej likierowy, a ziołowa oprawa przywodzi na myśl bardziej toskańskie wzgórza niż Akwitanię. Bardzo solidne, pijalne i poważne wino. 90 punktów za 69,50 zł.  Ponieważ to nie Bordeaux, więc wszystkie wina bardzo dobrze wypadają w kategorii cena/jakość.

Bud_Break_Chateau tur des gendres_La Vigne d’Albert
Łatwo dojrzeć taką etykietę na półce. I warto.

Elisabetta Foradori to jakby nie było ikona win niecodziennych, mniej oczywistych i odchodzących od lokalnej tradycji. W Dolomitach robi swoje amforowe wina wbrew utartym szlakom i w swej szczodrości dzieli się nimi z innymi (i z oczywistej chęci zysku). Nosiola ze swoim tanicznym pazurem to bardzo dobre kulinarnie białe wino, Scarzon 2014 to pieprz, jeżyna i esencja jagodowa a w ustach zaskakująco lekka kompozycja ciemnych owoców z delikatną taniną. 90 punktów za 162 złMorei 2013 to z kolei ciemny owoc z białym pieprzem, wino o krok bardziej skoncentrowane od poprzedniego, ale też świetnie pijalne i świeże i bardzo pikantne w finiszu. 91 punktów za 162 zł. Żałuję, że nie było Granato z jego esencjonalnym, ciemnoowocowym charakterem, najbliższym chyba kwewrowym winom z Gruzji.Bud_Break_Foradori_Morei

Najwięcej uroku i elegancji miały jednak wina Boscarelli. Mała winnica w Toskanii urzekała od początku do końca: podstawowe (cenowo niekoniecznie) Prugnolo Rosso di Montalcino 2014 nie zaleca się nie wiadomo jak bogatymi aromatami, jednak nadrabia ten brak wspaniałym, soczystym, wiśniowym owocem z delikatną migdałową pestką. 88 punktów za 73 zł. Vino Nobile di Montepulciano Riserva 2011 to ciemne wiśnie, crème de cassis, lukrecja, anyż a w ustach w sam raz – wystarczająco dużo treści i wystarczająco dużo oddechu, by tę treść z łatwością konsumować. Tanina elegancka, wypolerowana na błysk – niemal kwasowa. 92 punkty za 124 zł. Sotto Casa Vino Nobile du Montepulciano 2011 to zaś głęboka, wiśniowo-ziołowa kompozycja, z lekką nutą mleczną o świetnej, wiśniowej soczystości i mineralnej głębi. Wino z jednej strony hedonistyczne, z drugiej pełne wyrafinowanej elegancji. Genialne. 93 punkty za 240 zł.

Bud_Break_Boscarelli
Tutaj wszystkie dobre

W tym przypadku okazało się, że etykieta „biodynamiczne”, „naturalistyczne” czy „organiczne” nie została użyta jako tarcza, której celem jest maskowanie niedoskonałości wina. Ze wszech miar obcowałem z winami, które były niezwykle smaczne i czyste – dyskutować można jedynie ze stylistyką, a to już jest na szczęście de gustibus, więc osądźcie sami, czy się z nią zgadzacie. Dla mnie był to udany Bud break.

Piłem i jadłem na zaproszenie Mielżyński Wine Spirits Specialities.

Dodaj komentarz