Czarny kogut brojlerem – Chianti Classico Gran Selezzione

Bardzo lubię Chianti Classico i to nawet nie te największe najbardziej prestiżowe etykiety. Niewiele win niesie w sobie tyle radości i tyle niewymuszonej przyjemności, co butelki z serca Toskanii. Zwiewne ciało, zadziornie owocowa tanina połączona z wiśniową kwasowością – czegóż więcej trzeba? Jednak członkowie Consorzio Chianti Classico stwierdzili, że czarnego koguta trzeba przypakować. Tak narodziło się Chianti Classico Gran Selezzione.

W 2014 powołana została nowa apelacja w ramach Chianti Classico, Gran Selezzione, która stanowiła, że grona muszą pochodzić z własnych winnic, czas dojrzewania to 30 miesięcy z czego co najmniej 3 w butelce, minimalny alkohol to 13% a ekstrakt wynosi 26 gramów. To tyle, jeśli chodzi o technikalia. W praktyce oznacza to większą koncentrację, większy alkohol i zdecydowanie większy wpływ beczki na wino. Wiadomo, co stało za tym ruchem – mamona. Nawet najlepsze Chianti Classico Riserva nie miało takiego prestiżu jak Brunello di Motalcino i Vino Nobile di Montepulciano. Oczywiście ceny też były odpowiednio zróżnicowane. Co ciekawe – regulacja ta działała wstecz i zezwalała producentom na wprowadzenie etykiet w nowej apelacji już z roku 2010, z czego skorzystało około 30 producentów.

Piramida jakości

Trzeba więc było znaleźć powód, dla którego można sięgnąć głębiej do kieszeni konsumenta, nie dokonując żadnej znaczącej rewolucji. Dlatego uważam, że Consorzio postawiło na dodatkowy czas dojrzewania, a nie wyróżnienie poszczególnych winnic z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to prostszy zabieg, po drugie – ponieważ w Italii nie przywiązuje się tak dużej wagi do pojedynczych parceli. Jest to o tyle ciekawe, że nawet taka zasiedziała apelacja jak Rioja (do której notabene bardzo podobna jest nowa toskańska regulacja – oparta na czasie dojrzewania) wprowadziła wina z określonych, najlepszych winnic – Vinedos Singulares. Wbrew globalnym trendom, podkreślającym rolę terroir w winie, producenci z Chianti Classico poszli w stronę zupełnie przeciwną, postawili na zabieg, który nie sprzyja uwypukleniu terroir. W efekcie powstały na pewno wielkie wina (czasami nawet tłuste i ogromne, he he he), szkopuł jednak w tym, że straciły one po drodze swoją duszę i Gran Selezzione trudno odczytać przez znany nam klucz Chianti Classico. Lekkość została zastąpiona alkoholowym oparem, wiśniową świeżość przykryła wędzonka beczki a nieco rustykalna tanina zmieniła się w arystokratyczny plusz.

Do tej pory próbowałem Gran Selezzione od pojedynczych producentów – to tu, to tam trafiła się butelka i nie miałem możliwości degustacji panelowej. Dlatego z dużą ciekawością przyjąłem zaproszenie ze strony Winicjatywy i Consorzio na sprawdzenie kilkunastu etykiet tej apelacji. Były prawdziwe tuzy, jak Castello Fonterutoli Mazzei czy Barone Ricasoli. Okazało się niestety, że wina były bardzo „generyczne”-  to znaczy, ciężko byłoby w ciemno wskazać, skąd pochodzą. To trochę takie super wina konkursowe, które nie mówią wiele o swoim pochodzeniu, ale robią duże wrażenie swoją mocną konstrukcją, (nad)użyciem luksusowej beczki i pluszową fakturą. W większości tych win można przed Gran Selezzione wstawić dowolną apelację i będzie ok. I to jest mój największy zarzut do tych win. Owszem, zdarzyły się na degustacji chlubne wyjątki, jak Rocca di Montegrossi Vigneto San Marcellino Chianti Classico Gran Selezione 2010 (Enoteca Nova, 189 zł) czy Villa Trasqua Nerento Chianti Classico Gran Selezione 2011 wpisane świetnie w ducha Chianti. Były też wina niezwykle smaczne, jednak zupełnie przedobrzone, jak Castello Fonterutoli Chianti Classico Gran Selezione 2013 (Mielżyński, 198 zł) – nowoczesne, napakowane z luksusową taniną i strukturą. Były też rzeczy stylistycznie nieciekawe – jak Il Molino di Grace Il Margone Chianti Classico Gran Selezione 2013 (ten producent do tej pory  jakoś nigdy mnie nie zachwycił, Vini e Affini, 189 zł). Dobre wina, ale słabe Chianti.

Chlubny wyjątek

Podsumowaniem degustacji niech będzie to, że i tak panel wygrało Chianti Riserva – oczywiście najwyższych lotów, bo Fèlsina Rancia 2012. Owoc, harmonia, doskonały balans i smak nie-do-podrobienia. Takie Chiatni bardzo lubię i takie chcę pić od święta. Na co dzień wystarczy mi proste Lornano (choć ich GS jest dość karykaturalne) czy Poggiotondo. Bo próba robienia z Chianti wina konkursowego to największe nieszczęście, które mogło je spotkać.

2 komentarzy

  1. Ja tam na wina włoskich się słabo znam ale na tyle na ile wypiłem kilka Chianti mogę napisać, że te wina są zupełnie pozbawione harmonii. To znaczy są po prostu zbyt wodniste i zbyt kwaśne, żeby można było w ogóle pisać o harmonii, jako jednej z głównych cech.
    Nie mam z tym żadnego problemu, że ktoś lubi taki styl i na pewno nie będe udowadniał że ma dziwne poczucie smaku 😉
    Niemniej jednak „harmonia” to jedno z ostatnich określeń jaki by mi przyszło do głowy przy określeniu podstawowych cech Chianti. Żeby wino , które posiada tak wysoki poziom kwasowości nazwać harmonijnym to musi mieć czym tą kwasowość zrównoważyć czyli: koncentrację, taninę, słodycz bogatej owocowości.
    W tym kontekście widzę próbę zrobienia nowej kategorii Chianti, owszem to jest zaprzeczenie tradycyjnego stylu Chianti, który jest rozpoznawalny dla tej apelacji i ma wielkie rzesze amatorów, szanuję to, ale jak widać sami producenci doszli do wniosku, że radykalne zmiany są potrzebne żeby dla większej ilości klientów te wina okazały się właśnie bardziej zrównoważone i harmonijne a nie po prostu kwaśne.
    Pozdr

  2. Piotr Chełchowski says: Odpowiedz

    Bardzo dobry tekst Sebastianie! Liczę na to, że te wina „przeżyją się jak przeżytek”, co w dużej mierze spotyka wiele supertoskanów. Rozpoznawalność siedliska dla win tak drogich powinna być kluczem. I tu mała dykteryjka.
    W styczniu po kolędzie odwiedził mnie ksiądz dobrodziej. Młodziuteńki ( ciut po 30-tce ), przesympatyczny, ogarnięty człowiek. Na samym starcie mówi, że coś go brzuch boli. No to proponuję ziółka, herbatę, posiłek, wino. Wybrał wino 🙂 Nie widział jak nalewam i, zanim zdążyłem coś opowiedzieć, po pokręceniu kieliszkiem stwierdził z pewnością, że to jest Chianti, a chwilkę później, że chyba wiekowe Chianti Classico. Albo czytał mi w myślach, albo polałem wino naprawdę rozpoznawalne.
    Pan Marek z komentarz powyżej ma wiele racji co do równoważenia kwasowości Chianti. Z reguły wystarczy jednak chwilę poczekać, a kwasowość i taniny się wtopią. Niestety wielu producentów chce zarobić zbyt szybkie pieniądze. Moje Chianti Classico było z 2011 – to jego bieżący rocznik sprzedaży.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.