Bąbelki, mon amour!

Bąbelki

Nie będę oryginalny, mówiąc, że wina musujące są gdzieś w okolicach szczytu mojej piramidy winnych potrzeb. Bo w czyjej nie jest? Drobne musowanie albo potężne bąble, kwasowość, delikatny cukier albo jego brak, orzeźwienie  albo kulinarna powaga – w każdym wydaniu lubię i chętnie, aczkolwiek za rzadko, raczę się nimi. 

W winach musujących jest coś dekadenckiego, coś niemal grzesznego. Wszak ciągle mamy bagaż kulturowy, konotację, że bąble kojarzą się ze świętowaniem, a podanie do jajecznicy na śniadanie to jednak jakaś forma świętokradztwa, albo nihilizmu co najmniej. Co prawda jeszcze nie zaliczyłem śniadania z bąbelkami (oprócz weekendowych śniadań z naszym bąbelkiem), ale w sumie to całkiem dobre postanowienie prawie noworoczne. Zaczynam być w takim wieku, że trzeba przyspieszać z realizacją marzeń, bo kto wie, co się czai za zakrętem, kiedy z niego się wypadnie, żałując, że jednak tych roztrzepanych jajek z szampanem, albo chociaż Cavą się nie zjadło. 

Co mnie, poza tą hedonistyczną stroną, pociąga w winach musujących? Ich różnorodność oczywiście! Są wina radosne, których nie trzeba specjalnie analizować i są bardzo złożone, głębokie, które wciągają w swoje głębiny jak topielce ofiary. Do tego te style i techniki: metoda szampańska, pradawna czy Martinottiego/Charmata. Białe, różowe, czerwone, mętne i klarowne jak kryształ, ze stalową kwasowością, z mineralnością, z beczką, eksplodujące od bąbli i ledwie perlące się… Ech, gdyby można było, to by co dzień coś innego się sprawdzało: na śniadanie szampan, na obiad jakieś różowe Recaredo, wieczorem zaś Prosecco, no bo już można przecież wrzucić na luz, poluzować gumę w majtach i wrzucić papucie na stopy. No jak bonie dydy, to byłoby życie!

No ale cóż, jako że nie jestem synem szejka, ani nie wygrałem w Eurojackpot, to takie plany muszę odsunąć na emeryturę. Ale czy da się tak, mając lat 75? Może się da? Krótko, treściwie i w sumie patriotycznie, kopnąć w kalendarz dwa lata po złożeniu broni, z butelką Gost Artu Vintage 2050 (Platyna Decantera, wino roku Fermentu) w dłoni. A drobne bąbelki będą odrywać się z dna kieliszka w górę, jak pojedyncze sekundy odrywane od trwania*. Ostatnim oderwanym bąbelkiem będę ja. 

Nim to nastąpi jednak, podzielę się z Wami najlepszymi winami musującymi, które w tym roku trafiły do mojego kieliszka. Część właśnie wciągnęła mnie w głębie jak wir, inne po prostu były radosnym błyskiem w słoneczny dzień. Może choć część z Was zachęcę do rzucenia się w pieniste odmęty, albo zasugeruję choć coś na zbliżające święta lub  powitanie nowego roku. Kolejność chronologiczna. 

Larmandier-Bernier “Longitude

Larmandier-Bernier “Longitude” Blanc de Blancs 1er Cru Extra Brut tym winem powitałem rok 2019 i nie żałuję, choć to raczej kamienna mineralność połączona z łyżeczką kogla mogla, kilkoma okruchami chałki, wiórkami skórki cytrynowej dosłownie sugestią pieczonego jabłka. Wino ciche, w które trzeba się wsłuchać, ale niezwykle satysfakcjonujące, lekko mleczne na podniebieniu, z żółtym jabłkiem i chłodem górskiego potoku. Niezwykle eleganckie. 91 punktów, 219 zł. Importer: Gentleman’s Wine Selection. 

Bjana Brut

Bjana Brut, niecałe dwa tygodnie później do mojego kieliszka trafiło słoweńskie wino z Goriškiej Brdy. Jakże osobny jest ten kupaż Rebuli i Chardonnay! Metoda szampańska, 24 miesiące osadu i wino subtelne, ze skórką jabłka, ubitym białkiem, solą i całkiem solidnymi nutami drożdzy. W ustach dość bogate, ale w przy tym subtelne i chłodne, potokowe z bardzo wyraźną cytrynową kwasowością. W finiszu sól z kredą. 90 punktów, 18,90 EUR w słoweńskim Sparze, wino niedostępne w Polsce.  

Gut Hermannsberg Blanc de Blancs Brut Nature

Gut Hermannsberg Blanc de Blancs Brut Nature, gwiazda Nahe i jej cuvée Chardonnay i Pinot Blanc bez grama cukru. Wino ascetyczne, bardziej mineralne niż epatujące owocem, który jest tu ledwie zaznaczony kroplą soku z cytryny i pestki jabłka. Na podniebieniu drobne musowanie otula strzelistą, precyzyjna konstrukcję. Wielkie emocje, ale malowane półtonami. 91 punktów za 15,5 EUR. Niedostępne w Polsce. 

Larmandier-Bernier Premier Cru Extra Brut Rosé de Saignée tym winem świętowałem swoje urodziny i było doprawdy wspaniale. Szampan bardzo intensywnie różowy, o aromatach wiśni  i wiśniowej pestki, truskawki ale też ziemi i żelaza. Nie jest to róż zabawowy, to poważne wino kulinarne, z lekką taniną, ziemisto-owocowe i z nutą żelaza. Świetne!  92 punkty, 269 zł. Importer: Gentleman’s Wine Selection.

Case Bianche Wildbacher Rosé Brut

Case Bianche Wildbacher Rosé Brut niezywkła ciekawostka, albowiem Blauer Wildbachera uprawia się w niewielkich ilościach w austriackiej zachodniej Styrii i powstaje z niego Schilcher, czyli różowe, świeże, super kwasowe wino. Włoska wersja wytworzona metodą Martinottiego nie odbiega daleko od austriackiego wzorca, ma głęboki różowy kolor, intensywnie pachnie świeżymi czerwonymi owocami, truskawką, maliną, czerwoną porzeczką. Kwasowość ładnie równoważy się z cukrem, pełno tu truskawki, malin i odrobiny śmietanki, do tego intrygujący łodygowy niuans i kredowa mineralność. Wino bardzo, bardzo smaczne i radosne. 89 punktów, ok. 67 zł. Importer: Premium Wines

Case Bianche Antico Prosecco Conegaliano Valdobiaddene

Case Bianche Antico Prosecco Conegaliano Valdobiaddene w coraz modniejszym stylu Col Fondo, czyli z osadem. Mętne wino pełne jest nut brzoskwini i skórki chleba, może nawet pszenicy wyłuskanej z kłosa, do tego szczypta anyżu. W ustach zaskakująco kwasowe, bardzo orzeźwiające z nutami pigwy, kwaśnych jabłek i odrobiną goryczki. Świeże, po lekkiej stronie mocy – ledwie 11% alkoholu. Niby nic wielkiego, ale nie zawsze potrzebujemy transcendentnych doznań. 88 punktów, ok. 60 zł. Importer: Premium Wines.

Fèlsina Spumante Brut Rosé słoneczny taras w Toskanii, basen tuż obok – ech, miło wspomnieć okoliczności konsumpcji. Wino delikatne, zwiewne, z delikatnymi aromatami czerwonej porzeczki, białego pieprzu, maliny i lekkiej zieloności. Na podniebieniu bardzo wytrawne, strzeliste, z drobniutkim, filigranowym musowaniem, w smaku zaś pestka wiśni, cytryna, czerwona porzeczka i odrobina soli. Bardzo ciekawe. 90 punktów, 109 zł. Importer: Vinoteka 13.

Ferrari Trento DOC Perlé czyste Chardonnay po co najmniej pięciu latach na osadzie to wino niezmiernie eleganckie, czyste, o aromatach jabłka, gruszki, cytrynowej tarty i  białego pieprzu. Bąbelki drobniutkie i delikatne, doskonała harmonia między cukrem (umiarkowanym), kwasowością i ciałem. Delikatna słoność w finiszu nadaje dodatkowego wymiaru. Niezwykle eleganckie wino i bardzo zrównoważonym charakterze – zachwyca jak włoska motoryzacja z lat 50’ i 60’. 91 punktów, 169 zł, importer: Partner Center

Bellavista Alma Non Dosato

Bellavista Alma Non Dosato to doskonała Franciacorta, będąca kupażem Chardonnay i Pinot Nero, spędziła 40 miesięcy na osadzie, co w efekcie dało wino maślano-cytrynowe, kredowe i nie tak bardzo drożdżowe w aromacie. W ustach jednak cytrynowy sok łączy się z kredową materialnością i brioszkowym, lekko pikantnym niuansem. Świetne, skupione, bardzo linearne z lekko słonym finiszem. Jedno z większych zaskoczeń pod koniec roku. 91 punktów, 190 zł. Importer: Le Barbatelle

Bellavista Vendemmia Satèn

Bellavista Vendemmia Satèn 2014 to propozycja dla miłośników bardziej klasycznych doznań, wino jest bogatsze, więcej tu kruszonki na tarcie jabłkowej, pigwy i pełni. W ustach mocna konstrukcja, wsparta kilkoma gramami cukru, jabłkowo-pikantna treść doskonale zrównoważona stalową kwasowością. Przyjemny, korzenny i długi finisz. Bardzo dobre. 92 punkty, 240 zł. Importer: Le Barbatelle.

Drappier Carte d’Or Brutwedług mnie jeden z najlepszych szampanów non vintage dostępnych na rynku. Wino bardzo aromatyczne, pełne nut kruszonki, brioszki, połączonych z brzoskwinią, pigwą i korzennymi przyprawami. W ustach, mimo umiarkowanego cukru resztkowego, dość pełne (w kupażu dominuje Pinot Noir), bąbelki drobniutkie, kwasowość wtopiona w materię. Bardzo eleganckie. 89 punktów, 179 zł. Importer: Festus.

Trochę tych bąbli się trafiło, co cieszy. Oznacza, że albo jest co świętować, albo nastrój świąteczny w sobie noszę. Przynajmniej od czasu do czasu. Tych, co opisywałem wcześniej, już tu nie dodawałem, ale wiecie, Von Buhl to zawsze spoko, do tego Karanika z Inopolis i jeszcze parę flaszek, do których nie mam notatek, ale były to Hennersy z Wielkiej Brytanii, Deutz Brut 2010 a dosłownie dwa dni temu bardzo przyzwoite Extra Brut z Kępy Wiślickiej.

Co zaś w przyszłym roku? W lodówce już chłodzą się Van Volxem 1900, bruty od Nyetimber i Wiston, kilka szampanów, będzie więc co popić w chwili tryumfu albo w czarnej rozpaczy, dla podtrzymania ducha. Życzę jednakowoż i sobie i Wam, byście tych pierwszych mieli jak najwięcej. Więc jeśli kiesa pozwala a standardy macie niskie, sukcesem może być już poranne wstanie z łóżka. I takim sposobem możecie realizować moje marzenie o szampanie do jajecznicy.

*To oczywiście mistrz Bieńczyk. Gdzież mi takie porównanie strzelić, ech?

1 komentarz

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.