Beaujolais Nouveau – czemu by nie poświętować

Już jutro najsłynniejsze w świecie święto młodego wina -Beaujolais Nouveau. A ja już dziś mogę Wam powiem, dlaczego w sumie lubię ten dzień.

Wydaje się, że niewiele rzeczy nie dzieli tak winopijców, jak Beaujolais Nouveau. Jedni kochają, inni nienawidzą, raczej stosunku obojętnego nie ma. Każdy ma jakieś stanowisko w tej sprawie. Ja, na początku winnej drogi, zżymałem się, patrząc na to, jak na sprytny marketing, którym zresztą jest. Ale po czasie, kiedy z życiowym doświadczeniem nauczyłem się odpuszczać coraz więcej i częściej luzować gumę w majtach, mówię – tak, lubię bożo. Bożo jest wporzo. 

Co złego może być w świętowaniu młodego wina. Prosta nagroda za trudy winnych żniw, którą my spijamy trochę bez uprawnienia, ale na zaproszenie. I cóż z tego, że to, zazwyczaj, sikacze, które nie niosą ze sobą wielkich historii? Nic. Bo taki bożolakom nuvo, novellom i innym młodym winom najbliżej jest do wina funkcji pierwotnej. DO PICIA. Do bycia elementem prostego stołu. Najpierw było wino młode, dopiero później umyśliliśmy sobie je starzeć, dojrzewać i intelektualizować. I czasami w tym duchowym uniesieniu albo intelektualnej analizie zapominamy o winnych podstawach. A takie bożo to wino w czystej postaci, nieskażone żadnymi zabiegami upiększającymi. 

I co z tego, że to marketing? Znam dużo gorszych przykładów złego marketingu wina w zbyt ciężkich, w stosunku do zawartości, butelkach. Bo Beaujolais Nouveau nie składa nam korupcyjnej propozycji, nie podnosi nam poczucia wartości, nie umożliwia nam kłucia w oczy zazdrośnikom słynnymi etykietami. Jest w zupełnej kontrze to wspaniałych, ale jakże niedostępnych win, które dawno odeszły od swej esencji, a niektóre wprost wyzioną ducha w piwnicach spekluantów bez coitusu z trybuszonem. Jakże smutny i niesprawiedliwy dla tych win to los. 

A bożo to nie spotka. Najwyżej skończy w garnku z jakimś kawałkiem mięsa, by tamto lepiej i smaczniej skruszało. I zrobi dla jedzącego ten obiad więcej, niż kiedykolwiek zrobi Latour kurzący się w piwnicy milionera.

Brut de Cuve 2020Isabelle et Bruno Perraud

Beaujolais Nouveau może sprawdzić całkiem dużo przyjemności, jeśli trafimy na dobrą butelkę. W tym roku będę świętował (zatem dopijał, bo musiałem wcześniej otworzyć) z Brut de Cuve 2020 od Isabelle et Bruno Perraud. Biodynamiczne, bez dodatku siarki i innych ulepszaczy – wino w czystej formie. Pachnie ładnie – truskawkami, wiśniami, odrobiną banana i wiśniową galeretką w proszku. Na podniebieniu przyjemnie lekkie, szczypiące usta, z nutą wiśni i odrobiną podkręcającej to wszystko lotnej kwasowości. Maciupka taninka i dużo przyjemnej bezmyślności. Bardzo fajne, lekkie i jakże radosne wino. 

Wino otrzymałem od Zielonych Butelek, dzięki wielkie.

6 komentarzy

  1. Wszystko w porządku, piękny opis pochwalny wina… no właśnie: jakiego?!
    Bo nie miałbym nic przeciwko temu by świętować narodziny wina Beaujolais Nouveau, gdyby to było „młode wino DOBRE”. Niestety wielokrotnie miałem okazję się przekonać, że jest to „sikacz” o poziomie byle jakiego „patykiem pisanego jabcoka”. (w dawnej firmie w ramach niby-premii/prezentu świątecznego dostawaliśmy przez parę lat po butelce).
    Dlatego, o ile nie mam nic przeciwko spróbowaniu młodego wina w winnicy – nawet Burčáka – o tyle, moim skromnym zdaniem, kupowanie szła, w którym jest byleco jest lekką przesadą. A już zachwycanie się „tym czymś”…

    1. Według mnie idea Beaujolais Nouveau jak i wszystkich win młodych nie leży w zachwycie nad jakością produktu. To prosta celebra, przybliżająca nas do sedna wina – napoju, a nie przedmiotu intelektualnych rozważań.

      1. Obawiam się że nie jest „To prosta celebra, przybliżająca nas do sedna wina – napoju” a jest „To prostacka celebra, przybliżająca nas do sedna ochleju”. Jest to prosta konsekwencja efektu, który spotykamy w rozmowach z producentami win: „musimy produkować („byle co i byle jak” – tego nie mówią tak ostro!) za tanie pieniądze bo nie utrzymamy się z drogich (dobrych) win, przy których pracy jest znacznie więcej.” No niestety następuje pauperyzacja społeczeństwa i generalne schodzenie do poziomu „budki z piwem”. Gdy ekspedientka (na Węgrzech) patrzy na nas z politowaniem gdy klient (z Polski) wchodzi do sklepiku przy winnicy i mówi: „pięć kanistrów tego słodkiego, pięć tego tam z tyłu i ile dostanę gratisów?” to ja się przestaję dziwić, że dobra reklama pozwala sprzedać byle co:
        – nadające się do kąpieli w basenie (film z Japonii)
        – nadające się do ochleju – jak w akademiku: „nie ważny smak, ważne żeby dużo, głośno i wesoło.
        I nie mam nic przeciwko temu, każdy może się bawić tak jak lubi, ale trzeba mieć świadomość tego co to jest, co to za wino, co to za jakość – i czy moja wartość osobista nie cierpi na równaniu do poziomu picia.

        1. Nie społeczenstwo się pauperyzuje, a jakościowe wina robią się droższe. Czym innym jest radosne biesiadowanie, czym innym ochlaj, a czym innym winne filozofowanie. Uważam, że najbliżesz pierwotnemu powołaniu wina jest właśnie radosna celebra a nie snobistyczne epatowanie.

  2. No niby tak, niby ta prota celebra powinna nas przybliżać do sedna wina, tyle że BN sprzedawane w polskich marketach najczęściej nas do wina zniechęca. Jako romanistka (z wykształcenia) przez kilkanaście lat dawałam temu winu szansę – szkoda pieniędzy. Chętnie wzniosę toast za douce France, ale na pewno nie Beaujolais Nouveau. Pozdrawiam z kieliszkiem aroniówki w ręce.

    1. Zatem nie ma co szukać w marketach. Tam rzadko pojawią się dobre wina, a dobre BN to już w ogóle

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.