Bardzo długi Sylwester

bardzo-dlugi-sylwester

Powiadają, że co się odwlecze, to nie uciecze i że lepiej późno, niż wcale oraz że od przybytku głowa nie boli. Jakże doskonale  odnoszą się te dwa przysłowia do mojej sylwestrowej sytuacji. Otóż obchodziłem go ostatnio dwukrotnie.

A było to tak: nasza sylwestrowa randka z przyczyn zupełnie od niego niezależnych, musiał spędzić, ku własnej i szanownej towarzyszki życia udręce, niemal cały ostatni dzień roku w pracy. Niemal cały, czyli we własnym domu był już po 23. Jak widzicie więc 2020 przywalił mu na koniec zupełnie niespodziewanego liścia. Byliśmy stale na łączach, jednak po 19 opuściła nas wszelka nadzieja na wspólny wieczór. Posmutnieliśmy, dodatkowo łącząc się w stresie z naszymi niedoszłymi gośćmi, bo to żarty nie były. Stres zajedliśmy, wciągając we dwójkę zestaw sushi dla 4 osób.

Otworzyliśmy pieczołowicie wybrane na ten wieczór wina, które jak wiadomo smakują najlepiej w doborowym towarzystwie – straciły trochę blasku przez całe to zamieszanie. To znaczy były bardzo dobre, ale okoliczności sprawiły, że ciężej było się nimi cieszyć. Przywitaliśmy Nowy Rok, po chwili wdzwoniliśmy na fejsie z naszym niedoszłymi gośćmi i tyle było tego celebrowania. To chyba trzeci rok z rzędu, gdy spędzaliśmy ten wieczór sami. I mimo wszystko wypieramy myśl, że może po prostu nikt nas nie lubi..?

Na szczęście szybko postanowiliśmy nadrobić tę zaległość i skorygować błędnie wytyczoną przez pijany los i niezbyt czułych urzędników ścieżynę. W wigilię Trzech Króli w mieszkaniu roznosił się zapach świeżo upieczonego chleba, cieplutkich blinów z kawiorem i ogólnej dekadencji. Wieczór minął jak zwykle za szybko, ale niezwykle przyjemnie, na rozmowach, obrabianiu tyłów, cmokaniu nad kolejnymi winami. Naszym łupem padły naprawdę niezłe flaszki i aż strach pomyśleć, co by było, gdyby możliwe było zrealizowanie naszego pierwotnego planu i wyjechanie gdzieś w cholerę na jakieś wiejskie ostępy na kilka dni. 

No cóż, jak wiadomo 2020 to był unprecedented time  

zatem pożegnaliśmy go bez większego żalu. ZOZI, wypiliśmy za Twoje zdrowie w dwa sylwestry takie fajne wina, że lepiej, żebyś się spisał. 

Winnica Miłosz Grempler Sekt Rosé Zweigelt – chyba najlepsze polskie wino musujące, jakie piłem. Mistrzowska precyzja, skupienie, wytrawny soczysty czerwony owoc, delikatna nuta maślana, ładna masa i lśniąca kwasowość – esencja żurawiny i wiśni. 91 punktów, kupione u producenta. 

Winnica Miłosz Grempler Sekt Rosé

Drappier Clarevallis Extra Brut czyli minimalnie siarkowany (ledwie 20 mg) biały szampan z upraw organicznych z dominacją Pinot Noir i małym dodatkiem Blanc Vrai (czyli Pinot Blanc). Krągły, pestkowy, z dobrze odmierzoną dozą korzennych przypraw, miększy od Carte d’Or z tego domu, z ładnie zaznaczoną kredą i solą. 90 punktów, dostaniecie w Festusie

Drappier Clarevallis Extra Brut

Ferrari Perlé 2014 Trento DOC – ponad 4 lata na osadzie i late dégorgement zatem mamy popcorn, korzenne przyprawy, jabłka, maślaną obłość owiniętą wokół kwasowego kręgosłupa. Świetne wino, ale w tym wydaniu już bardziej kulinarne niż do sączenia solo. 91 punktów, kupione na wyprzedaży w Dobrewino.pl

Ferrari Perlé 2014 Trento DOC

Jacquesson Cuvée n° 742 czyli wino, którego zawsze chciałem się napić i w końcu się udało! Surowy szampan, bardzo skupiony, z aromatami pigwy i poziomek, korzennych przypraw, soli i kredy. Mocno zbudowany, ale nie ociężały, jest chłodny, rozległy, a jednak ciągle pięknie napięty. Jak dziki kot, przygotowujący się do ataku. 93 punkty, dostaniecie w Winoblisko

Jacquesson Cuvée n° 742

Petr Koráb Orange Future Sekt 2018 kremowe, korzenno-liściaste ale też świetnie odświeżające aromaty kiszonych pomarańczy i opadłych jabłek; w ustach lekka śmietanka, jesienne liście, aspirynowa, strzelista kwasowość i świetna precyzja, wino oksymoron – elegancka pomarańcza wykonana metodą szampańską. Diablo smaczne i niestety niedostępne w kraju. 91 punktów. Inne wina Petra importuje Wino z Moraw

Petr Koráb Orange Future Sekt

Drappier Rosé de Saignée Brut, z każdym kolejnym winem mam coraz większą słabość do tego domu szampańskiego. Niby to mainstream i klasyka, ale bez banału, mimo technicznej doskonałości, jest tam dużo osobowości. Takie jest też to rosé o podręcznikowych aromatach truskawek i malin, śmietanki (malo) ale też ze słonym kontrapunktem; na podniebieniu ładnie zdefiniowany wytrawny owoc: czerwona porzeczka, malina, odrobina pinotowej łodygi i ciut słoności. Pije się niezwykle przyjemnie, jest charakternie kwasowe, całkiem obfite i stoi po słusznej stronie  kategorii brut (6 gramów). 91 punktów, znowu Festus

Drappier Rosé de Saignée Brut

Wydawało się, że złożyliśmy nowemu rokowi całkiem dobrą ofiarę i że będzie łaskawszy, niż poprzedni. No, chyba jednak nie do końca. 

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.