Najlepsze i najgorsze gwiazdkowe prezenty dla miłośnika wina

Ho! Ho! Ho! Za moment już Święta a Ty nie masz pomysłu na  prezent dla swojej/go rozmiłowanej/go w winie partnerki/partnera/żony/męża/matki/ojca/siostry/brata/dziecka/wnuka (niepotrzebne skreślić). Nic się nie martw! Oto mój antyporadnik i poradnik w jednym! Czyli czego pod żadnym warunkiem nie kupować i co kupić bezpiecznie można a czasami nawet należy.

Zdaję sobie sprawę, że to duża udręka mieć wśród najbliższych kogoś, kto lubi wino i się nim bardzo interesuje. Wszyscy moi bliscy drżą na myśl o urodzinach, świętach czy imieninach (obchodzi ktoś jeszcze?), bo chcieliby coś związanego z winem kupić, ale to wcale nie jest takie łatwe. Zatem, moi drodzy, skupcie się i z większym spokojem przystępujcie do świątecznych zakupów. 

Marne wino w ciężkiej butli

Pierwsza myśl – lubi wino, kupię mu/jej wino! Sam się nie znam, ale na pewno w sklepie mi pomogą. Ustalasz budżet, idziesz do sklepu i bach! Subiekt pakuje w Twoje ręce najcięższą butelkę – czyli dwa kilo szkła i 750 gramów wina, najczęściej jakiegoś Primitivo czy innego appassimento z Sycylii. Ciemna etykieta i złote literki – jest splendiżowo. Ty się nie znasz, więc szczerze ufasz sprzedawcy a tym bardziej ciężarowi flaszki. No przecież byle gówna by nie lali w tak cenny flakon. I klops. Bo Twój miłośnik wina ostatnio zapałał uczuciem do biodynamicznych win z Jury z osadem mieszanym co drugą pełnię orczykiem, wytłoczonych przez Jean-Pierra, chłopa z dziada-pradziada, i generalnie Primitivo się brzydzi. 

Photo by Ekaterina Shevchenko on Unsplash

Zatem co w zamian? Nabądźcie, proszę, kartę podarunkową do jednego z wielu sklepów specjalistycznych. Wybierzcie kwotę, która Wam odpowiada, włóżcie w kopertę i tyle. Wiem, że wybór wina dla kogoś, kto się na nim nie zna, to szczególnie stresujące zadanie. Do tego ciężko jest trafić w gust, a chcemy przecież jak najlepiej. O ile nie zawsze uważam, że karta podarunkowa to najlepsze rozwiązanie, to zdecydowanie ma ona więcej sensu, niż kiepskie wino w najcięższej butelce świata, w której denku Rocco Siffredi zmieściłby…kciuka. Zbyt często się bowiem zdarza, że masa butelki maskuje miałkość jej zawartości. 

Trybuszon/korkociąg

Na Boga – nie! Nie kupujcie trybuszona, korkociągu czy jak to chcecie nazwać. Nie to, że są złe, po prostu każdy miłośnik wina ma je w każdej szufladzie, w każdej kieszeni i na wszelki wypadek wozi dwie sztuki w samochodzie. Tak, mamy tego w bród i nie potrzebujemy więcej. To my możemy Was nimi obdarowywać, ale może niekoniecznie na święta.

Photo by Girl with red hat on Unsplash

No, chyba, że  mówimy o trybuszonach Laguiole… To wtedy tak i to z dużą przyjemnością. Ten pięknie zrobiony ze szlachetnego drewna i metalu korkociąg to Rolls-Royce wśród narzędzi do usuwania kapsułki i korka z szyjki butelki. Piękny kształt, piękna tradycja i piękna cena. Tak od 150 euro. To może jednak Pulltap..?

Kieliszek z okolicznościowym grawerunkiem, rżnięty kryształ i inne takie. 

Po prostu nie

Chcesz, żeby prezent, który znajdzie nasz miłośnik lub miłośniczka wina, zapadł na długo w jego pamięci? Zatem zamawiasz duży, największy kieliszek w sklepie i prosisz o naniesienie graweru. Może być na stopce, albo o zgrozo, może też być na czarce. I co, teraz popijanie burgundów z kieliszka zepsutego napisem “Gwiazdka 2021” albo jakimś przaśnym “In vino veritas”? Raz dostałem coś takiego – nawet na fejsbukowej śmieciarce nie znalazł się nikt chętny, by to zabrać za darmo. Myślę, że to wystarczający dowód na to, jak zły jest to pomysł. 

O tak!

Miłośnicy wina lubią mieć z nim bardzo bliski kontakt, a grube szkło tworzy swoisty dystans. Dlatego celujcie w kieliszki delikatne, dość uniwersalne i o pięknym kształcie. Ja na przykład polecam ręcznie robione kieliszki do wina czerwonego z Krosna z serii Ethereal. Mają piękny kształt, doskonale leżą w dłoni i świetnie wyciągają z czerwonego wina to, co najlepsze, układając aromaty w spójny bukiet. Do tego są przepięknie zapakowane w stylowy kartonik, w którym w specjalnej piance spoczywają dwa kieliszki. Jestem trochę kieliszkowym geekiem i przyznaję bez bicia – te mnie uwiodły nie tylko jakością wykonania i designem, ale też tym, jak ładnie układają elementy wina w spójną całość. 

Gry o tematyce winiarskiej

Cóż, może jest to fajne dla zupełnie początkujących, ale uwierzcie  mi – wystarczy pół roku poczytać trochę o winie, żeby nie zgadywać odpowiedzi. Po roku zaś zainteresowania z trunkiem, winny adept sam będzie wyłapywał błędy w takich grach. 

Zamiast gier i gierek, zainwestujcie w wiedzę winoholika i kupcie mu jakąś fajną książkę. Z tegorocznych nowości polecam z całym przekonaniem Atlas Świata Wina tytanów enopisarstwa – Hugh Johnsona i Jancis Robinson. A na dokładkę, jako że w tej edycji jeszcze nie zostały zawarte informacje o Polsce, możecie sprezentować dzieło Mariusza Kapczyńskiego, Atlas Wina – Polska, która nawiązuje do pozycji Anglików. Dzięki temu w jednym zestawie obdarowany będzie wiedział, jak rozkładają się poziomice w La Tache jak i w lubuskiem i ilość opadów w Bierzo i na Podkarpaciu. Pozycje obowiązkowe i nikt nie będzie żałował, że znalazły się pod choinką. 

Tak, kupowanie prezentu miłośnikowi wina to karkołomne stąpanie po polu minowym. Mam nadzieję, że pomogłem Wam dowiedzieć się, czego nie kupować miłośnikowi wina na prezent – czyli nie wleźć na minę. A co najważniejsze, z czego powinien być zadowolony. Wesołych zatem i żebyście znaleźli pod choinką to, czego się nie spodziewaliście, ale co Wam uczyni radość. I żeby Wasze wybory również wywołały szczery uśmiech na twarzy. Nie politowania.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.