Nagrody pocieszenia*

Nie oszukujmy się, niewielu z nas może pozwolić sobie na pionową degustację Château Latour, ba – choćby na jedną butelkę. O Domaine de la Romanée-Conti już w ogóle nie wspomnę. Jest winna alternatywa, która pozwala choć na chwilę zapomnieć o niedostępności winnego parnasu nie tyle dla naszej wrażliwości, ile dla naszych portfeli.

Wydaje mi się, że prawdziwe pożądanie wielkich butelek skrywamy pod maską nieprzyjaznej obojętności, fałszywie gwiżdżąc na ich burżuazyjną estetykę (której ledwie domniemamy, bo jakże inaczej można to nazwać, skoro znamy je tylko z degustacyjnych bryków, napisanych przez łaskawie dopuszczonych do pańskiego stołu skrybów). Marzymy o bordoskich i burgundzkich crus, a im bardziej o nich marzymy i im bardziej one odległe od zasięgu naszych rąk i stanu konta, z tym większą przyjemnością rzucamy się w odmęty mętnych pet natów bez apelacji, kwewrowych kwasów o aromacie wiejskiej zagrody sprzed czasów powszechnej sterylności i deptanych dziewiczymi stopami czerwieni z opuszczonych przez Boga winnic. Szukamy ersatzu, nasycamy się wbrew prawdziwej chuci. Jak strajkujący robotnicy, którzy występują przeciw tym, których miejsca chcą zająć. Rzucamy kamieniami, bo zazdrościmy i rozpaczamy nad tą nierównością. Jak odrzuceni kochankowie, którzy w szale miłosnej porażki zapisują się do Legii Cudzoziemskiej, by na obcej ziemi igrać z losem, choć po prawdzie sto razy bardziej woleliby zaznać miękkich pościeli ze swoją wybranką. Ale los chciał inaczej, obiekt westchnień wybrał wyglansowanego paniczyka, pozostaje nam zatem ironiczne (z dużą dozą goryczy) szydzenie z jego lśniących butów, nienagannie wyuczonych manier i tego jakże tandetnego Roleksa. Bo tak naprawdę o prawdziwej miłości nie wie on nic – nie to, co my, w przyciasnych butach i błocie po pas.

Tacy jesteśmy, my, chudopachołkowie, którzy z trudem ciułają na swoje Occhipinti, COSy, Cornelisseny (tylko wtedy, kiedy kwartał dobry i przy okazji żywiliśmy się gruzem) a bodaj i Bliskowice się nadadzą. Nasze kieliszki napełnia coś w kontrze, ale tak naprawdę pustkę po niepoznanym zapełniamy obietnicą innej przygody. Po cichu licząc, że kiedyś kilka kropel Lafita spłynie i do naszego szkła. I co wtedy..?

*tekst ironiczny, podszyty kiepsko skrywanym pożądaniem Lafitów i Leflaive’ów.

11 komentarzy

  1. Oj, oj, czuję w tym rewolucyjny bunt, nieomal na klasowym podłożu. I dokąd to zmierzamy? Pozdrawiam

    1. To prztyczek w nos raczej 😉

  2. Dane mi było DRC spróbować, po prawdzie nie za swoje piłem. czy z tego powodu awansowałem w społecznie drabince degustatorów – wątpię. Czy wino warte było swojej ceny – zdecydowanie nie.
    p.s.
    Ty byłeś na pierwszym Zlocie? Tam nas w towarzystwie Tima Atkina DRC częstowano.

    1. Właśnie o to mi chodzi Irku. Kilka kropel z pańskiego stołu. A nam chodzi o pełne piwniczki 😉

  3. Mnie chodzi o zdrowe,. czyste, smaczne wino codzienne. Nie che raz w życiu przejechać sie Ferrari, chcę co dzień do pracy dojeżdżać czystą w miarę nową Fiestą

    1. Ale mnie chodzi o to Ferrari na co dzień 🙂

  4. To ja , straszy zgorzkniały człowiek mogę jedynie trzymać kciuki, bo walczyć o Ferrari for all nie mam już siły 🙂

  5. To nie jest „prawdziwa” chuć, ale wytworzona sztucznie, wepchnięta nam w lędźwie przez rynkowy kapitalizm, przepłukana przez filtr portfela, stręczona niezmordowanie przez znawców i ekspertów, którzy mieli przyjemność obcować. Marzyć intensywnym ruchem dłoni o celebrytce z okładek Playboya zamiast pójść na siano z dziewczyną z sąsiedztwa (choćby z Bliskowic 😛 )? Czas może dorosnąć i zdemistyfikować sobie ten kawałek świata… 😉

    1. A jeśli damesa bieglejsza w ars amandi i jakby horyzonty ciut szersze? Czy warto zatem, w ramach rozpaczy niespełeniania, rzucać się na wiejską dziewkę, czy pozostać wstrzemięźliwym, żeby nie skończyć jak nieszczęsny Wyspiański? 😛
      #zawiałoseksizmem #totylkoprzenośnia

  6. Rozpacz niespełnienia? No to chyba u ciebie 😛 A szerokie horyzonty są w tych sprawach całkowicie zbędne, nieraz wręcz kłopotliwie upierdliwe. Wstrzemięźliwość, dobre! 😀 Chcesz sobie zapodać terapię Orygenesa albo z lutnią w dłoni wzdychać niczym smętny trubadur do niedostępnej damesy? Proszę bardzo, ja idę w drugą stronę. Na szczęście snobizm vs. chłopomania to nie jest jedyna alternatywa, a resentyment wyjaławia, ot co! 😀 #całyświattoprzenośniatylkoniewiemczego

  7. Pragnę zauważyć, że pomiędzy Fiestą a Ferrari są tłumy innych samochodów na różnd litery. Po co wzdychać do niosiągalnego, gdy można się cieszyć na co dzień tym, na co człowieka stać i cierpliwie czekać na okazje gdy trafi się coś wybitnego? Wielkie wina też codziennieją. Pomijam już że trzebamierzyć siły na zamiary. Nie każdy zdoła docenić wielkość. Nie każdemu dany jest wystarczający aparat sensoryczny… do tego kwestia treningu….

Dodaj komentarz