7. SPOTkanie z polskimi winami

Polskie wina winnica gostchorze

Pewna para poszła na koncert jazzowy. Na scenie muzycy wyciskali z instrumentów i z własnej kreatywności siódme poty. Następnego dnia ta sama para poszła do restauracji, a do kotleta przygrywał im mały band. Po kolacji pan podszedł do kontrabasisty i mówi: Drogi panie, wczoraj byłem na koncercie jazzowym i tam kontrabasista ciężko pracował ręką po całej długości gryfu, a pan tu elegancko trzymał rękę w jednym niemal miejscu. Skąd ta różnica? Widzisz pan – tamten jeszcze szukał a ja już znalazłem. I taki mniej więcej obraz polskich winiarzy mam po ostatniej edycji Polskich win (vol. 7) w poznańskim SPOTcie. 

W sześć godzin po okutaniu mojej złamanej ręki w gipsową longetę wsiadłem w pociąg (odjazd 5:30, więc nie myślcie, że po pijaku się połamałem – była grana piłeczka) relacji Warszawa Zachodnia – Szczecin Główny, by wysiąść na stacji Poznań Główny. Kilka minut przed 10 zająłem miejsce w pierwszym rzędzie i z uwagą i ciekawością słuchałam opowieści polskich winiarzy o swoich dotychczasowych doświadczeniach, starych i nowych rocznikach, planach na przyszłość. 

Zdecydowanie najciekawszą częścią były cztery panele, na który Winnica Gostchorze, Winnica Dwór Sanna, Winnica Equus i Winnica Jakubów zaprezentowały swoje nowości, ale przede wszystkim starsze roczniki. Można było więc przekonać się, jak polskie wina znoszą upływ czasu. Ale też była możliwość porównania winiarzy, którzy ciągle eksperymentują (jeżdżą po tym gryfie, aż im palce puchną) z tymi, co już wyrobili swój styl i się go trzymają. 

Lechosław wita zgromadzonych – w oddali moje białe, zagipsowane ramię.

Poszukujący…

Położona na Roztoczu Winnica Dworu Sanna już dobrze wpisała się w winny krajobraz Polski.. Karol Nizio, winemaker, lubi eksperymenty, przez co każdego roku portfolio przechodzi radykalne zmiany. W sumie na próżno szukać powtarzalności w rocznikach. Kilka lat temu urzekło mnie ich wino o nazwie Lasy Roztocza, według mnie jedna z najlepszych w Polsce prób dojrzewania białego wina w beczce. Było elegancko i spokojnie. Cóż, w tym roku byliśmy na przeciwnym biegunie stylistycznym. W tym roku Nizio postawił na pet-naty, czyli najgorętszej obecnie kategorii win, prezentując ich aż pięć.

Seyval Blanc 2019 to hardkor, pełen aromatów korzennych warzyw przechowywanych w piwnicy, opadłych jabłek i warzywnego rozkładu (87 punktów). Regent Rosé 2019 jest z kolei dużo bardziej przystępne, pełne czerwonego owocu – malin, galaretki wiśniowej, kwiatów róży, w smaku dominuje wiśnia z pestką, trochę czereśni i lekka, acetonowa kwasowość (88 punktów). Bardzo fajnie wypadł Muscaris 2018 z nutami naparu z kwiecia lipy, lekkiego acetonu, miodu z cytryną i przejrzałego mango, w ustach czuć muszkatową charakterystykę, trochę miodu z cytryną i całą masę kwasowego orzeźwienia. Z tej trójki mój faworyt (88 punktów). Johanniter 2018 to mirabelki i ulęgałki – lato w pełni, do tego przyjemna kremowość, pestka moreli, pigwa i leciutka tanina – pije się samo (88 punktów). Młodsza edycja, czyli Johanniter 2019 więcej ma w sobie słodyczy, jest gruszka, miód, suszony ananas, w smaku obite jabłka, brzoskwinie i kremowość drobnych, gęstych bąbli. Glou glou (88 punktów).

Karol Nizio Winnica Dworu Sanna
Karol Nizio raczy swoimi pet natami

Michała Pajdosza przedstawiać nie trzeba, przebojem wszedł na polską scenę winiarską, a jego Traminera 9 z 2015 pamiętać będę długo. Z Winnicą Jakubów mam poniekąd problem. Patrzę na Pajdosza i widać, że gość ma talent, do tego w ciągu ostatnich lat nabrał pokory wynikającej z doświadczenia. Ale on tak lubi eksperymentować, że ciężko za nim nadążyć. Z jednej strony robi te swoje urocze słodziaczki, z drugiej idzie za modą, wytwarzając pet-naty i wina pomarańczowe, z trzeciej zaś ma tego swojego świetnego Dornfeldera. Widać, że pod zmierzwioną czupryną kryje się równie zmierzwiony umysł. W trakcie degustacji win z Winnicy Jakubów, szczególnie zapadły mi w pamięć trzy flszki.

Yacubus Copernico 2019 to bardzo typowa pomarańczka, w stylu raczej przystępnym niż ekstremalnym – jest herbata gunpowder, ciut acetonu, kardamon, kurkuma, goździki  i suszona skórka pomarańczy, w ustach pikantne, taniczne, niczym mocna herbata z cytryną. Doprawdy niezłe (89 punktów).Yacubus Orange to dwa roczniki i trzy oddzielne fermentacje, częściowo dojrzewająca w beczce. Nos lekko anyżkowy, mleczno-mandarynkowy, korzenny, w ustach zaś lekka tanina, ciut słodyczy i ponownie korzenność (87 punktów). Wspomniany wcześniej Dornfelder to wino z dwóch roczników zimnego 2017 i gorącego 2018. Nos ładnie owocowy, wiśniowo-śliwkowy, są pestki, zioła i nuta mleczna, zaś na podniebieniu dość bogate i pełne ciemnego, dojrzałego owocu. Soczyste i dość bogate (89 punktów).

Winnica Jakubów Michał Pajdosz
Znany, nagradzany i poszukujący – Michał Pajdosz

…i ci, co znaleźli

Najpierw Winnica Gostchorze. Urodzony w Paryżu potomek polskich emigrantów, Guillaume Dubois to pionier win musujących w kraju. Co ciekawe, od samego początku (2009) stawiał na odmiany winorośli szlachetnej i tylko z nich tłoczy swoje musiaki. Do tej pory było to jedno wino: GostArt, będące blendem Rieslinga, Pinot Blanc i Pinot Gris. W SPOTcie Guillaume pokazał jego trzy roczniki – 2015, 2016 i 2018

Pierwszy zdegorżowany przed dwoma laty był elegancki, jedwabisty i podobał mi się najbardziej przez to wyrafinowanie, korzenną złożoność i dojrzałość (chyba byliśmy wyjątkami z Wojtkiem Bońkowskim) (89 punktów). 2016, pozbawiony osadu dwa tygodnie przed imprezą, był bardziej zadziorny, żwawy, asertywny, kwasowość była żywsza niż u poprzednika, więcej było też nut czysto owocowych, choć drożdżowych też nie brakowało, bardzo dobre, w odmiennym stylu niż 2015 (88 punktów). 2018 uderzał świeżym owocem spod znaku jabłek i cytrusów – bardzo dobre wino, młodzieńcze, odświeżające, doskonałe na aperitf (87 punktów i przepaść w porównaniu z wersją degorżowaną po pół roku, którą próbowałem wcześniej dwa razy).

Guillaume Dubois – najbardziej konsekwentne musiaki w Polsce

Była też premiera – GostArt Riesling 2018 – dość pełny, z ładnym kremowym musowaniem, zaokrąglony cukrem resztkowym, miękki, kremowy, dla mnie być może nieco zbyt zamaskowana kwasowość, ale domyślam się, że wielu się spodoba. Stylistycznie bardziej alzacki cremant niż niemiecki sekt. 87 punktów. Zwycięzca Polskich Korków w kategorii win musujących. 

Wina spójne, bez eksperymentów, dobrze skrojone i w bardzo dobrych cenach. 

Winnica Equus to jedna ze starszych winnic, której wina obserwuję już od kilku lat. Nie zawsze mnie zachwycały, ale przyznaję z satysfakcją, że poznańska prezentacja zdecydowanie zmieniła moje zdanie. Bardzo podobało mi się, co powiedział właściciel i winemaker w jednej osobie, Łukasz Chrostowski: Robię wina takie, jakie lubię i trzymam się swojego stylu. Samoświadomość i techniczne kompetencje to na obecnym etapie polskiego wina cechy bardzo pożądane i chyba jeszcze rzadkie. Łukasz nie zdaje się na łut szczęścia, ale bierze sprawy w swoje ręce i mocując się z materią winorośli nadaje jej kształt, jaki sam sobie założył. 

Próbowaliśmy dwóch win: Kadryla (roczniki 2016, 2017 i 2019) i Passage (roczniki 2016, 2018, 2019). Od razu przyznam, że pierwsza etykieta zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie, niż Passage. To ostatnie jednak gorzej znosi upływ czasu, a i ten bogaty, styl nie jest mi estetycznie zbyt bliski. Natomiast Kadryl to świetne wino. Rocznik 2016 – jakby zabutelkowany przed miesiącem. Herbata jaśminowa, brzoskwinia i gruszka połączone z lekką korzennością na podniebieniu zamieniają się w całkiem mocną strukturę, dojrzałe jabłko i pikantność. Sporo głębi i elegancji (89 punktów). Kadryl 2017 jest bardziej ewoluowany, z nutami herbaty z cytryną, miodu, lotna kwasowość wybija się nieco ponad resztę aromatów, ale w ramach poetyki a nie błędu. W ustach lekko off dry, kwasowość niska, ale jest niezła głębia (86 punktów). Kadryl 2019 nie jest zbyt intensywny, ale ładnie i elegancko spinają się te nuty gruszki, brzoskwini i korzenności. Na podniebieniu niezła kwasowość, ale też typowe, jak w każdym degustowanym roczniku, spore ciało, korzenność, elegancja i tym razem całkiem żywa kwasowość. Świetne wino, szczególnie do zastosowań kulinarnych – ryby albo białe mięsa w lekkich sosach na bazie masła lub śmietany powinny się tu dobrze sprawdzić (88 punktów). 

Winnica Equus Kadryl Passage
Winnica Equus – ich wina radzą sobie całkiem dobrze z upływem czasu

Dodam tylko, że na afterku miałem przyjemność spróbować Cabernetisa Prestige 2018 (kupaż Cabernet Dorsa, Cabernet Cortis i Cabernet Franc) o arcycabernetowym nosie, pełnym czarnej porzeczki, malin, papryki i tytoniu – wszystko dojrzałe, niemal ociekające owocowością. W ustach świetny balans, owoc łączy się z wyraźną kwasowością, jest lekka tanina, pikantność – świetne, w stylu loarskich, bardziej dojrzałych wersji Cab Franca. Jedno z najlepszych czerwonych polskich win, jakie ostatnio próbowałem (90 punktów).

Jak widać Łukasz lubi klasykę i dobrze sobie radzi w tej stylistyce. 

Szczerze powiedziawszy, bardziej mnie cieszą winiarze, którzy nie tylko wiedzą, jakie wina chcą pić, ale też wiedzą, jak tego dokonać. Pokazuje to dojrzałość i pewną techniczną, rzemieślniczą sprawność. Z punktu widzenia masowego konsumenta wina, który jest dość konserwatywny, to również zaleta – wie on, czego spodziewać się po określonych etykietach. Gdy wypije ich wystarczająco dużo, być może stanie się klientem tych eksperymentujących, którzy sprawiają, że nie wieje nudą w naszym winnym grajdołku. 

Gościłem na zaproszenie Fundacji SPOT. Dzięki, Lechosław!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.