Winne Wtorki – Vinho Verde dla strudzonych

Wracam po dłuższej nieobecności do Winnych Wtorków. Dziś, zgodnie z decyzją Roberta Winiacza, piszemy o winie, które przynosi wytchnienie. U mnie wszędzie niemal dostępne Vinho Verde z Żabki.

 

Dobrze rozumiem wybór Roberta – wszak jest już na ostatniej prostej przed urlopem, a wszyscy wiemy, jak spada wtedy poziom energii. Zmęczenie narasta, dni się dłużą i mało rzeczy sprawia przyjemność. Oczywiście w ciągu roku takich okresów, kiedy nadmiar obowiązków wyciska z nas siódme poty, jest więcej i wtedy potrzebne są sprawdzone środki, a nie eksperymenty. No i z pewnością na co innego będziemy mieli ochotę jesienią, zimą, czy wiosną. Jesienią i zimą, gdy słońca jest mało mi dobrze robią słodkie, gęste wina – Porto albo Sherry. Przecież trzeba czymś pogłaskać przysadkę tęskniącą za dłuższymi dniami. Wiosną już różnie – lekkie czerwone czy białe. Oby proste, owocowe i soczyste. No i jeszcze jedno – znane. Ja mam akurat tak, że nie lubię powtarzać butelek, więc zazwyczaj z każdą pitą prowadzę sobie dyskusje, ale też kiedy jestem zmęczony i wiem, że moje zmysły są stępione, sięgam po sprawdzone butelki w cenach umiarkowanych.

Vinho_Verde_Muralahas_de_Moncao

Mamy lato w pełni i nic nie pokrzepia strudzonych rzesz członków biurowych korpusów wspomagania producentów kawy, jak delikatne bąbelki, garść kwasowości i lekkość niczym piwerko ze sprajtem. Krótką mówiąc – najlepszy towar eksportowy Portugalii (zaraz po Christiano Ronaldo) – Vinho Verde! Wino proste, smaczne i zazwyczaj niedrogie. A że moja pobliska (30 metrów) Żabka właśnie znowu wrzuciła na półki Muralhas de Monçao, to wybór był niezwykle prosty. Popijam je już w sumie trzeci sezon i zawsze jest git. No i ta cena, w tym roku 19,99 Polskich Nowych Złotych! W nosie jabłka, cytryna i odrobina kredy, są też lekkie oznaki białych kwiatów i delikatna owocowa landrynka. W ustach kwasowość – ostra, cytrynowa i nie biorąca jeńców. Leciutka gorycz w połączeniu z niezwykle drobną perlistością przywodzi mi na myśl wody lecznicze z dużą zawartością wapnia. Mnie to wszystko niezwykle odpowiada. Jak na Vinho Verde sporo alkoholu, bo 12 proc. – niezła więc alternatywa dla piwerka. Nie jest intelektualnie, nie jest przykro – jest jak dobra, hollywoodzka komedia –  może nie najwyższych lotów, ale nie wstyd przyznać się, że się podobało. Bardzo dobre wino, takie na 84 punkty. Za dwie dych bez grosza – hit!!!

O winie dającym wytchnienie pisali również:

Winniczek
Winiacz
Blurppp

Przy Winie
Czerwone czy Białe
Nasz Świat Win
Dolina Mozeli

7 komentarzy

  1. […] ma co się dziwić z wyborów innych blogerów: Winniczki pili Vermentino, Winiacz pił Rieslinga, Sebastian postawił na Vinho Verde, Blurppp próbował Trebbiano, a Gustaw przypomniał mi o […]

  2. […] ma co się dziwić z wyborów innych blogerów: Winniczki pili Vermentino, Winiacz pił Rieslinga, Sebastian postawił na Vinho Verde, Blurppp próbował Trebbiano, a Gustaw przypomniał mi o […]

Dodaj komentarz