Czy Casillero del Diablo da radę? Blind tasting 6 Cabernetów.

Gdy zapadła decyzja, że Zdegustowany powstanie, założyłem, że od czasu do czasu będę robił porównania win z jednego szczepu w podobnym zakresie cenowym – od ok. 25 do ok. 40 zł. Wśród tych win powinno znaleźć się jedno, które jest dostępne w każdym mieście w Polsce. Na pierwszy ogień poszedł Cabernet Sauvignon z Casillero del Diablo jako tym, obecnym w każdym mieście powiatowym. Reszta to sklepy specjalistyczne.

Zacznę więc od kilku słów o dzisiejszym bohaterze. Cabernet Sauvignon to jeden z najpowszechniejszych czerwonych szczepów na ziemi. Występuje w każdym chyba kraju, gdzie produkuje się wino (nawet w Anglii). Jego rodzicami są Sauvignon Blanc i Cabernet Franc, które to szczepy gdzieś sobie pobaraszkowały w winnicach Bordeaux i wydały na świat kosmopolitycznego tytana tanin. Cabernet Sauvignon jest tak powszechny dlatego, że daje mocne, taniczne wina oraz jest stosunkowo łatwy w uprawie. Jest bazą wielu kupaży – począwszy od wielkich Bordeaux po supertoskany i nowoświatowe miksy z Shiraz. To silny skurczybyk i chyba najbardziej znane grono – stąd moja decyzja, że ten idzie w debiutanckim porównaniu.

Cabernet-Sauvignon

Drugim bohaterem jest Casillero del Diablo. Czołowy produkt eksportowy konsorcjum Concha y Toro (największy producent w Ameryce Łacińskiej – ponad 8 700 ha upraw), sprzedawany w ilości ok. 3 milionów skrzynek rocznie w różnych wariantach. Od białych, przez czerwone po prestiżowe Reserva Privada. To oficjalne wino Manchesteru United. W Polsce pewnie traktowane przez większość konsumentów jako drogie i prestiżowe (choć ciągle kosztuje mniej niż czerwony Johnny Walker). Jak powiedziała mi pewna znajoma, zakochana w Chile, w kraju produkcji jest niedostępne. Wszystko idzie na eksport. O innym winie z tego konsorcjum pisałem w tym poście.

W szranki, poza Casillero del Diablo Cabernet Sauvignon 2012 (31,89 PLN w Biedronce), stanęły następujące butelki: francuski Calvet Cabernet Sauvignon 2012 dostępne w 6Win za 28 PLN, południowoafrykański Excelsior 2011 z South Wine (29,50 PLN), kolejny reprezentant Chile Cefiro Reserva 2011  z Centrum Wina (39,99 PLN) oraz Finca el Origen z Argentyny, również dostępne w Centrum Wina (39,90 PLN) oraz  najdroższy w zestawieniu kalifornijski Backhouse 2011 od Mielżyńskiego (46,90 PLN).

Aby zapewnić minimum klarowności, wzorem Winicjatywy włożyłem flaszki do skarpetek, coby nie widzieć etykiet. Jako że nie miałem żadnego asystenta/żadnej asystentki pomiksowałem butelki, poprzestawiałem je i dopiero na stole oznaczyłem numerami. Cóż, żadna komisja nade mną nie czuwała, ale robiłem wszystko, co mogłem, żeby nie zasugerować się czymkolwiek. Na koniec dodam, że ostatnią serię prób (były trzy w ciągu 45 minut) prowadziłem w towarzystwie grillowanego steka wołowego (takie taniny do dobry akompaniament do tego mięsa).

A oto opisy win, które poczyniłem testując:

Wino numer 1 (nazwa i ocena na końcu testu) – W oku lekko, rubinowo, z jakby lekkimi odcieniami utleniania (czyli ceglaste kolory na krawędziach). W nosie czarna porzeczka oraz wanilia (czyżby beczka?). W tle majaczyła też jakaś fałszywa chemiczna nuta. Nos niezbyt porywający i dosyć ciężki. W ustach słodkie taniny połączone z wysoką kwasowością. Pojawiła się też w tle wiśnia. Finisz całkiem miły i średnio długi. Do steka jednak niezbyt się nadaje, gdyż z konkretem mięsa wino okazuje się za kwasowe i do tego jakieś takie landrynkowo-chemiczne. Moja ocena tego wina 6,5/10. Jako ciekawostkę dodam, że w trakcie degustacji było to jedyne wino, które odgadłem.

Wino numer 2 – wino dość jasne, rubinowe, z fioletowymi refleksami. W porównaniu z pierwszym aromaty są bogatsze, wyraźniejsze – czarna porzeczka, jakieś lekkie wiśnie, coś warzywnego, ale w sumie proste. W ustach wyraźna kwasowość, dość umiarkowane taniny i smak czarnych owoców. Dość eleganckie, na pewno nieco lepsze od pierwszego, ale ciągle bez charakteru. Ze stekiem sobie nie poradziło – nie była to dobra para. Choć ocena ciut wyższa, niż jedynki – 7/10.

Wino numer 3 – kolor ładny, szlachetny – niemal fioletowy, bardzo ciemny. Nos bardzo ładny – czarna porzeczka podbita wanilią, jakaś słodycz w tle i lukrecja. W ustach znowu dominuje kwasowość, ale tym razem lekko skontrowana wyraźnymi, być może beczkowymi taninami. Wino było konkretne i dosyć intensywne, ale znowu z wołowiną nie zagrało – spodobała mi się jednakowoż ta wzrostowa tendencja – daję 7,5/10.

Wino numer 4 – w kieliszku płyn ciemny, intensywnie fioletowy – bardzo ładny. W nosie bardzo mocna czarna porzeczka i trochę nut wędzonej śliwki, w sumie przyjemnie.   W ustach zaś dominuje wyraźna kwasowość połączona ze słodkimi taninami, które raczej o beczce nic nie wiedzą. Co prawda w gardle czuć alkohol. objawiający się lekkim pieczeniem, ale wino miało swój charakter i wyróżniało się na tle wcześniejszych butelek rześkością i sprężystością. Taniny jednak nie dźwignęły mięsa. Dałem ocenę 7,5/10.

Wino numer 5 – bardzo ciemne i intensywne, choć z lekko już wyblakłymi krawędziami. W nosie oznaki złożoności – czarna porzeczka, gałka muszkatołowa, a w tle nuty skórzane i korzenna słodycz. Po skosztowaniu w ustach rozlał się ładny, krągły płyn. Całkiem zrównoważony, kwasowość i taniny (niezbyt suche) na miejscu.  Coś tam czekoladowego pozostało w ustach i lekki posmak powideł. Raczej nie jest to wątłusz – wino waży swoje i jako jedyne poradziło sobie z wołowiną. Ocena: 8/10.

Wino numer 6 – oko połyskliwe, ciemnobordowo-fioletowe, ale przejrzyste. Nos poczuł porzeczkę, lekki ton białego pieprzu, nieco truskawki a to wszystko posypane lekką gałką muszkatołową. Wszystko byłoby ok, gdyby nie uczucie lekkiego kompotu z przejrzałych owoców. W ustach czuć bekę (tak, nie beczkę, ale bekę – stęchłą, niezbyt miłą), coś z piwnicy a wszystko w towarzystwie znowu dominującej kwasowości. Taniny były mocne, ale zupełnie niepoukładane. W dodatku na koniec miałem odczucie jakiejś chemiczności we flaszce. Niezbyt to czyste, niezbyt miłe – nie podobało mi się. O dziwo – wino dało radę ze stekiem, sądzę, że to kwestia beczkowych tanin. W sumie jednak wino średnio przyjemne. Możecie sobie odpuścić. Moja ocena: 6/10.

Pora więc teraz na zdjęcie skarpetek, czyli pokazanie butelek.

I tak oto Wino numer 1 to Calvet, czyli wino klasy  IGP z Langwedocji. Raczej darujcie je sobie, chyba, że weźmiecie do jakiegoś lżejszego mięsa. Może polędwiczki wieprzowe?Calvet_Cabernet SauvignonWino numer 2 to Backhouse od Mielżyńskiego. W mojej opinii nie warte swojej ceny – bez charakteru, bez wyrazu, a tylko ciut lepsze od Calveta. Dajcie sobie z nim spokój, bo jest zbyt drogie na to, co oferuje.

BACKHOUSE-CABERNET-SAUVIGNONWino numer 3  to nasze Casillero del Diablo. Zdecydowanie więcej w nim treści i jaj w porównaniu z dwoma powyższymi. Ktoś powie, że to nowoświatowa beczka, wino pop itepe ale mi smakowało – nie było bezpłciowe i śmiało mogę je polecić. Jak widać więc, supermarketowa flaszka zrobiła robotę. Casillero del DiabloWino numer 4  – to gość z Południowej Afryki, czyli Excelsior. Wino bardzo pozytywne, rześkie i radosne – doskonała opcja na imprezę. Mimo, że nie dostało najwyższej oceny, najbardziej przypadło mi do gustu i chętnie do niego wrócę. W sumie jak na RPA to niezła cena. Da radę z pastami na sosie pomidorowym albo z pizzą, np. margheritą. excelsior-cabernet-sauvignonWino numer 5, czyli zwycięzca mojego winnego Pepsi challange. Jest to Cefiro Cabernet Sauvignon z Viña Santa Carolina. Jest to butelka najbardziej szlachetna, krągła i zrównoważona. Przerasta o poziom pozostałe. Nawet 4 dni po otwarciu nadawało się do picia. Brawo – fajne, całkiem już złożone wino. Do steka jak znalazł. W tym winie użyto nawet silikonowego korka bez logo, także cała kasa poszła w wino, nie w bzdury 🙂

casablanca-cefiro-cabernet-sauvignonWino numer 6 – wszystko jasne – Finca el Origen. Niestety, wino było tak złe, że wylałem je po dzień po degustacji (chciałem sprawdzić, czy do czegoś jednak się nadaje). Niestety, nawet do gotowania bym go nie użył. Omijajcie je z daleka, zwłaszcza, że nie jest to najtańsza flaszka.finca-el-origen-cabernet-sauvignonCzas teraz na krótkie podsumowanie. Wbrew moim obawom najpowszechniejsze wino okazało się całkiem znośne. Sądzę, że to nawet sukces, że wino dotrzymało kroku tym z mniejszych produkcji. Także w razie braku innych opcji, możecie je brać. Po drugie – najdroższe wino wcale nie wypadło nadzwyczajnie na tle pozostałych butelek. Sądzę, że już nigdy Backhuse’a nie kupię –  smakuje jak wino na trzy dychy. Po trzecie – znowu Centrum Wina pokazuje, że potrafi znaleźć coś naprawdę niezłego, ale zaraz obok, w tej samej cenie, stawia na półce winnego potworka. Mam wrażenie, że są tam często bardzo przypadkowe butelki. Po czwarte – Cabernet Sauvignon w czystej formie to nie jest zdecydowanie moje ulubione wino.

3 komentarzy

  1. W degustacjach w ciemno win komercyjnych Klubu Winiarzy z Łodzi wina najdroższe lądują blisko końca 😉 Aż zastanawiające ;-)))

    Te butelki były dość podobne do siebie,tym niemniej trudno o całkowitą anonimowość.
    Proponuję przelać do identycznych butelek, a na szyjki założyć( z zamkniętymi oczyma) karteczki z numerem, trochę poprzestawiać i to jest dopiero w ,,ciemno”. Fajna jazda -polecam :-)))
    pozdrawiam

    1. Tak starałem się robić, ale najlepiej to coś takiego ogarnąć w większym gronie.

  2. jak anonimowo to możne sie okazać że faworyt nie jest godzien tej windowanej nazwy
    ale to normalka

Dodaj komentarz